Strony

sobota, 30 grudnia 2017

Rok 2017 - spowiedź.

11

Na wstępie, nie będę ukrywał, że ten post będzie ciężki ponieważ ten rok zostanie mi w pamięci na długo.



Cały rok był pełen sukcesów i porażek, upadków i próba podnoszenia się. Strat, zysków i znowu strat. Koniec szkoły, dużo odpoczynku, nowa praca. Depresja, psycholog, nowe pomysły na sukces, nowe plany a jednocześnie życie przeszłością.
Ale może od początku.

Styczeń zaczął się dość ciężko, wtedy moja depresja się nasiliła, w dużym stopniu żyłem tym co było i nie mogłem pogodzić z otaczającą się rzeczywistością. Na pozór, wyglądałem na szczęśliwego człowieka z gronem wspaniałych przyjaciół który niczego się nie boi. Największy żart, na jaki udało mi się wszystkich nabrać. Pomału zacząłem odsuwać się w strefę bezpieczną, moje cztery ściany, łóżko i chęć zniknięcia. Ale spoko, z podniesioną głową chodziłem do szkoły, starałem się spotykać z "przyjaciółmi" i udawałem dalej.
Na szczęście miesiąc się skończył. Niestety luty był dla mnie o wiele brutalniejszy. Przygotowania do studniówki jakoś pozwoliły mi się skupić na czymś innym niż (dla wielu to pewnie będzie bardzo aroganckie podejście) ja. Niestety tak jak po pierwszym tygodniu nasze "przygotowania" zostały wstrzymane, tak i zaczął się mój największy koszmar który niestety do dnia dzisiejszego przychodzi czasem w odwiedziny, ataki paniki potrafią być uciążliwe. Coraz mniej sypiałem, chodziłem poddenerwowany, nie mogłem na niczym się skupić a jednocześnie czułem, że muszę cały czas udawać uśmiech.
Wtedy też przyszło pierwsze pożegnanie się z bliską mi osobą. To nie był powód śmierci, kłótni, zdrady .... Po prawie 9 latach, przez chorobę, która jest strasznie bagatelizowana i jakieś durne niedomówienia pożegnałem przyjaciół i zamknąłem jeszcze za nimi drzwi.
Czy żałuję ?
Cholernie...
Czy tęsknie?
Bardzo.. 
Czy chciałbym ich powrotu do mojego życia ?
Nie.
Wtedy, pierwszy raz dowiedziałem się, komu mogę ufać. W życiu czasem bywa tak, że na polu bitwy zostajemy sami.
Powiedzmy, że studniówka w jakimś stopniu mi to wynagrodziła. Zabawa do białego rana (dosłownie, w bardzo dobrych nastrojach wróciliśmy do domu po 04:00) zrekompensowała mi te gorsze dni.
Marzec przeszedł dość rutynowo: Brak snu, ataki paniki, samotność a po wyjściu z domu uśmiech na twarzy.



W Kwietniu nastąpił przełom. Zrozumiałem, że ja nie chce brać już w tej zabawie udziału. Wybrałem się w końcu do psychologa, zacząłem chodzić na terapie i walczyłem o lepsze jutro. Bardzo się zbliżyłem z Anią (bez podtekstów seksualnych), nasze przepite noce w których oglądaliśmy głupie filmy, dużo rozmawialiśmy, wychodziliśmy. Miałem komu się zwierzać i kogo słuchać. Można by powiedzieć, że mój stan zaczął się poprawiać. To trochę za dużo powiedziane, wtedy miałem kolejkę górską, raz na górze, raz na dole. Ale zaczęło się w końcu coś dziać.
Przygotowanie do matury, zakończenie roku... Poczułem, że w końcu jestem wolnym  człowiekiem. Mogę robić co chcę. Ale po maturze ;)
Skromnie przyznam, że Maj oraz Czerwiec jakoś uciekł mi z pamięci. Poza maturą, serialem i kolejnymi nockami z Anią nic specjalnego się nie działo. No dobra, film "Jak się pozbyć cellulitu" stworzył w mojej głowie, lekki skurcz mózgu. Do tej pory, nie wiem co autor miał na myśli.
Pora na najlepszy okres jaki jest czyli wakacje. Lipiec, Sierpień ... Czemu te dwa miesiące nie mogą trwać wiecznie? W dzień się spało, w nocy imprezowało. Najlepiej ciemność zarywało się na oglądaniu serialu i hmmm spędzaniu czasu z Anią. Boże ile mi litrów alkoholu wypiliśmy. Ale to była ta fajna relacja, nie trzeba było niczego udawać, obydwoje wiele w swoim życiu przeszliśmy, mogliśmy być sobą, odwalać, marudzić i dobrze się bawić.
W końcu, w wakacje powstał mój ukochany wpis, który znajdziecie tutaj.
W sierpniu, moja kolejna 18, dziki szał i chyba najlepiej spędzone urodziny.. W wakacje zawsze czuję, że żyję. Ciepło, długie  dni na sen i krótkie noce, które zostają człowiekowi w głowie na całe życie.



Wrzesień w moim przypadku był przełomowy, rozpoczęcie pracy, nowa szkoła.
Tutaj już nie ma czasu na zwlekanie czy wymijanie się od odpowiedzialności.
Musiałem podjąć decyzję.
Albo to przetrwam i osiągnę sukces albo się z tym pogodzę i będę w dupie.

Jeżeli dotrwałeś do tego miejsca, serdecznie ci dziękuję, opisałem ci kawał jednego z moich cięższych roków w skrócie.
Kilka miesięcy które wniosły w moje życie bardzo dużo i wiele się dowiedziałem.
Pewnie w niektórych głowach budzi się pytanie "ale po co o tym piszesz?"
Zawód do którego aktualnie się uczę ma na celu jedno: pomoc innym.
Chciałem się z wami podzielić częścią, 1/10 mojego życia aby wam pokazać że:
a) nie zawsze, życie jest takie kolorowe jakie ukazujemy
b) nawet z największego bagna można się wydostać.
Nie mówię, że już w 100% jest dobrze, bo nie jest. Dalej mam różne stany emocjonalne i problemy, ale w przeciwieństwie do przeszłości, staje z nimi twarzą w twarz i otwarcie mówię "teraz mój ruch"

Ten  rok, nauczył mnie, że w życiu nic nie jest stałe. Osoby które uważają się za przyjaciół, odchodzą przy pierwszej lepszej okazji. Ludzie z którymi naprawdę fajnie spędza się czas, często znikają po kilku tygodniach a jedyną osobą, której możesz ufać to TY sam!
W dorosłym życiu nie interesuje ludzi, że coś cię boli, że nie dajesz rady. Zwolnienie od mamy staje się nieważne i często resztkami sił musimy walczyć o swoje. Tutaj nikt się nad tobą nie lituje.

Nowy Rok już za kilka godzin (albo za nami, zależy kiedy to czytasz) a ja jestem na niego gotowy. W przeciwieństwie do poprzednich lat nie zamierzam ustalać sobie co mógłbym zrobić .. Tylko będę to robił. Na przekór innym, z własnymi zasadami.
I właśnie tego Wam życzę, odwagi do spełniania marzeń !

                                   




Czytaj dalej »

czwartek, 28 grudnia 2017

Playboy czy CKM ?

8


Czas pomiędzy świętami a sylwestrem dla wielu jest chwilą odpoczynku, odcinkiem w którym możemy rozluźnić się, po prawie minionym roku i naładować baterie przed nadchodzącym.
Jest wiele możliwości na wypoczynek i jednym z nich jest wygodne ułożenie się na łóżku, dobre piwko i fajna lektura.
Wielu z nas niestety nie ma aż tyle czasu na jakąś fajną książkę która zabierze nas w nierealny świat, w którym, zapomnimy o rzeczywistości.
Co wtedy ?
Na szczęście na ratunek przychodzi nam coś, co jest od bardzo dawna sposobem przekazu informacji, nazwane prasą.
Kobiety mają swój "Cosmopolitan" ,nazwany biblią dla płci żeńskiej. Na szczęście dla mężczyzn, również powstały gazety, które mogą zaciekawić.
Poniżej chcę wam przedstawić trzy magazyny, które czytam z chęcią i mogę wam z ręką na sercu polecić.



"Men's Health"
Jest to ilustrowany magazyn, założony w 1987r w Stanach Zjednoczonych. Porusza tematy z zakresu zdrowego stylu życia, diety, mody, sportu, rozrywki, seksu oraz techniki. Wydawany jest w 42 krajach na całym świecie.
Polskie wydanie Men's Health - Małe Kroki Wielkie Rezultaty funkcjonuje od 2004r. Jak wynika z danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy, w pierwszym półroczu 2011 roku „Men’s Health” był najlepiej sprzedającym się lifestylowym magazynem dla mężczyzn w Polsce, osiągając w tym okresie średnią sprzedaż na poziomie 61 185 egzemplarzy. 

"Men’s Health” wydaje cieszące się dużą popularnością tematyczne numery specjalne, m.in. „MH Coach” (poprzednio „Twój Osobisty Trener”) - treningowy i dietetyczny poradnik na temat budowania sylwetki, „Seks: Twój przewodnik na wakacje” - kompendium wiedzy na temat sztuki uwodzenia i seksu, czy „Twój Sukces” - jak uzyskać awans w pracy i zostać osobnikiem alfa w swoim środowisku.
Tą gazetę czytam od niedawna ale praktycznie po pierwszych stronach wiedziałem, że co miesiąc zajmie dobre miejsce na biurku bym mógł w każdej po niego sięgnąć.

Koszt: 12.99zł










"LOGO"
Tutaj, mamy przypadek polskiego czasopisma założonego wiosną w 2005r. Pierwsze cztery numery ukazywały się jako kwartalnik (raz na trzy miesiące) aż do marca 2006r. gdzie zaczął być wydawany co miesiąc.
W LOGO poruszaja tematy stylu życia, mody, artykułów spożywczych i kosmetycznych, elektronik użytkowej oraz sprzętu sportowego. Magazyn doradza w ich praktycznym wykorzystaniu oraz w wyborze, cenach i miejscach zakupu.

W przeciwieństwie do MH, w gazecie mamy więcej artykułów ogólnych, które nie skupiają się głównie na naszym ciele, dodatkowo pojawiają się wywiady ze znanymi mężczyznami. Możemy poznać prywatne życie czy zdanie na dany temat ludzi, którzy dla wielu są autorytetami.
Magazyn dostarcz też wiedzy na temat dbania o ciało jak i modzie, pozwala czytelnikowi poznać tajniki dobrego gustu. Dzięki działom, poświęconych elektronice, możemy być na bieżąco ze najdziwniejszymi sprzętami a nie oszukujmy się, my faceci lubimy takie zabawki.

Koszt: 9.99










"CKM"
Dwa czołowe czasopisma, które od lat wzbudzają wielkie kontrowersje to "Playboy" oraz "CKM".  Wielu kojarzy się z czymś kontrowersyjnym, obleśnym, a nawet tanią pornografią. Prawda jest jednak inna. Poza erotycznymi zdjęciami które znajdują się w gazecie, są również bardzo fajne artykuły. Ja osobiście, spośród wymienionych gazet wolę tą drugą. 

Jest to polski miesięcznik powstały w 1998r zamieszczający zdjęcia i artykuły o tematyce przygodowej, motoryzacyjnej, militarnej, sportowej, muzycznej, erotycznej, a także związanej z modą. Obecnie, poza oryginalną, polską wersją istnieją również zagraniczne w : Węgrach i Serbii
Co roku, od 2001r w grudniowych numerach, dodawany jest kalendarz który prezentuje kobiety wiadomo w jakich stylizacjach ;)
Magazyn, w gustownym stylu łączy dwa światy, które dla nas są bardzo ważne. Sex i cała reszta. Magazyn przeznaczony jest dla osób które przekroczyły próg 18 roku życia, aczkolwiek uważam, że takiego typu gazety powinny być od 16. O pewnych sprawach lepiej dowiadywać się z takiego źródła niż od kolegów ;).
Koszt: 8,99zł









Oczywiście, jeżeli powyższe tytuły nie przypadły wam do gustu, różni wydawcy udostępniają nam wiele innych czasopism, które również są warte zakupu.
Mam nadzieję, że święta minęły wam spokojnie a plany Sylwestrowe macie tak ekscytujące jak ja ;)


Wszelkie informacje dotyczące historii magazynów pochodzą z Wikipedii.


Czytaj dalej »

sobota, 23 grudnia 2017

Nowy Szablon!

6

W końcu, po tak długom czasie odświeżyłem wygląd bloga !
Powiedzmy, że jest to prezent ode mnie, dla mnie. Bardzo długo się z tym wstrzymywałem.
Na samym początku nie miałem weny, później pieniędzy. Gdy udało mi się osiągnąć jedno i drugie zabrakło odpowiedniego grafika aż w końcu z pomocą przybyła mi blonparia której serdecznie dziękuję za wykonanie tego szablonu, spełnienie mojej wizji oraz kontakt przez cały okres pracy, a niestety wiem, że klientem jestem ciężki.
Na szczęście, jest bardzo profesjonalną osobą dzięki czemu praca, przebiegła sprawnie.

Cieszę się, że w końcu zdeterminowałem się do zmiany szaty graficznej, ponieważ, dzięki temu mogę zacząć realizować moje pomysły. Ja się zmieniam, moje życie się zmienia więc i z blogiem stanie się to samo, bo w końcu to jest część mnie.
Za nim o tych zmianach tematycznych, najpierw krótka instrukcja,
Zebrałem się i posortowałem wszystkie, dotychczasowe wpisy. Na pasku nawigacyjnym macie kategorie by w szybszy sposób znaleźć posty które was mogą zainteresować.
Pojawiła się również kategoria "coś innego.
Tam, wrzucam wpisy, w których znajdują się moje alternatywne teksty, różne tagi, recenzje czy wypowiadam się na tematy mało dotyczące koncepcji całości.
Nie chcę rezygnować z pewnych rzeczy ponieważ czasem mam możliwość wypuszczenia moich emocji za pomocą przelania na "papier" a poza tym, momentami potrzebne są odskoki takie jak ten.
Na samym dole znajdują się ikonki z moimi social media. Instagram, Twitter oraz Google+. Serdecznie zapraszam do obserwacji bo fajnie jest mieć nowe osoby w gronie znajomych(?)


Jak każdy blogger a nawet zwykły człowiek chcę się rozwijać, chcę robić coś nowego na co wcześnie, może nie miałem nawet odwagi..
Aktualnie, tematyka bloga będzie poświęcona samo rozwojowi, dbaniu o siebie i swoje ciało oraz typowo modowym stylizacjom.
Od razu mówię, ja się nie znam na modzie wybiegowej, nie wiem co jest modne w 2025r ale wiem co ja lubię i być może, znajdą się zwolennicy takiej alternatywy.
Każdy z nas ma swój unikatowy styl: pisania, śpiewania, tańczenia i ubierania więc dlaczego tego nie pokazać światu?
Oczywiście, dla wielu może być to hipokryzja tyle, że ja to robię dla fun'u i nie idę z nurtem popularnych rzeczy. Oglądam tych których lubię, jem to co mi smakuje i przede wszystkim nie udaję kogoś kim nie jestem a niestety, żyjemy w czasach gdzie dla pieniędzy można zrobić wiele...

Gdy ostatnio rozmawiałem z koleżanką na temat bloga zadała mi jedno pytanie: Czy nie boisz się, że zrobisz za duży misz masz ?
Na początku się nad tym zastanawiałem po czym sobie uświadomiłem: hej, przecież w każdym szaleństwie, znajdzie się jakaś metoda!
Czytaj dalej »
0

Jeżeli podoba ci się to co piszę i chcesz się czegoś dowiedzieć...
Masz jakieś pytanie które cię nurtuje i uważasz, że mogę ci pomóc..
Masz jakieś uwagi o których chcesz mnie poinformować..
Chcesz podjąć współpracy ze mną ...

Pisz śmiało, zazwyczaj odpisuję w ciągu godziny!
ZazuuKing@gmail.com 


Czytaj dalej »

środa, 20 grudnia 2017

Garnitur, koszula a może dresy ?

4
Od lat, gdy zbliżały się święta miałem jeden problem którego i tak, do ostatniej chwili nie wiedziałem jak rozwiązać.
Co założyć na wigilijny wieczór.  Moja babcia zawsze widziała mnie w garniturze, uważała, że wyglądam elegancko i dojrzale jak na 10'latka ;).
Natomiast ja się czułem niekomfortowo.
Po pierwsze: przez większość swojego dotychczasowego życia, jak każdy buntownik czułem się głupio w garniturze a za czarnymi spodniami do tej pory nie przepadam.
A po drugie, widząc w co ubierają się koledzy miałem uczucie mojej żałosności i braku "fajności".
Z biegiem czasu wiem, że to naprawdę, najmniej istoty aspekt ale przez mój wiek i większą świadomość taka sytuacja się nie powtórzy.
Aktualnym moim problemem jest brak koszuli którą potrzebuję na niedzielę a już mam wypatrzoną tyle, że nie mam tak naprawdę kiedy jej kupić.
Jeżeli wy, tak jak i ja, nie jesteście fanami zapiętych guzików pod samą szyję to jest to post dla was. Przygotowałem kilka alternatyw które pozwolą wam czuć się swobodnie a jednocześnie nie będziecie odstawać od reszty.


Koszula:
Niestety, ale według mnie jest to część której nie może zabraknąć. Na szczęście, w dzisiejszych czasach mamy wiele modeli, które na szczęście, nie kojarzą się ze starymi ludźmi. Zdecydowanie, w tym roku, moje serce podbiły białe koszule, z małymi, czarnymi wzorkami. Tak naprawdę, na początku w kropki, ale ta moda, tak ewoluowała, że spotkałem się nawet z małymi reniferami, taki świąteczny akcent.
Fajnie też się sprawdza prosta biała koszula z czarnymi akcentami. Na przykład z czarnym zakończeniem kołnierzyka czy małą kieszonką,
Dobrze, gdy koszula jest dopasowana i przylega do ciała, wtedy formuje sylwetkę przez co wyglądamy po prostu lepiej.


 

Taki nabytek można zdobyć praktycznie w każdym sklepie internetowym ale również w sieciówkach czy stoiskach które wam najbardziej polecam. W większych centrach handlowych są małe punkty, w których możemy za fajną cenę dostać naprawdę dobrej jakości towar.

Spodnie:
Z taką koszulą fajnie komponują się joggery .Gdy pierwszy raz je zobaczyłem, stwierdziłem, że te spodnie są dla ludzi którzy upadli na głowę i dalej im huczy, aż do momentu kiedy się na nie, nie skusiłem. Oczywiście najlepiej, jeżeli będą z jeansu bądź jakiegoś ciemnego materiału. Odpadają moro, na które jest szał. To fajnie wygląda w lesie ale nie przy stole. Oczywiście alternatywa prostych jeansów również jest na miejscu. Ja ostatnio trafiłem na fajny przypadek. Spodnie które zamówiłem mają ściągacz który nie ściąga. Zachowałem je, ponieważ są równe a mają fajne zakończenie nogawki.

 

Dziury w spodniach, które coraz częściej są spotykane nie o końca mnie przekonują. Kiedyś kojarzyło się to z niechlujstwem a teraz? Szczerze powiedziawszy nie wiem, ja bym chyba sobie odpuścił i założył na sylwestra ale jeżeli czujecie się w nich dobrze to łaj not ?

W Butach
możemy tutaj przebierać. Jak to się mówi: hulaj dusza piekła nie ma.  Półbuty, Air max, trampki a nawet zimowe trapery. Zrezygnował bym jednak z tzw. cwelek. Lakierowane buty do takiej stylizacji pasują jak pięść do nosa ;).

Na koniec: srebrny lub złoty zegarek na bransolecie, sportowa marynarka, dobre perfumy i możemy iść jeść i cieszyć się z wolnej chwili!

Czytaj dalej »

środa, 13 grudnia 2017

Jak przetrwać ?

5
Nie będę ukrywał, że ostatnie dni są cholernie ciężkie.
Praca w handlu sama w sobie jest męcząca ale gdy dodamy do tego święta, musicie wyobrazić sobie sami, ponieważ te emocje nie są do opisania.
Gdy w końcu mam wolny weekend niestety spędzam cały dzień w szkole. Oczywiście to już jest mój wybór i naprawdę lubię tam chodzić ale po tygodniu ciężkiej pracy zmęczenie daje oznaki a zwłaszcza o 06:01 kiedy trzeba podnieść się z łóżka.
No dobra, a co z czasem kiedy nie jestem w pracy ani w szkole, powinienem wtedy odpocząć.
Pomiędzy dogadywaniem się w różnych sprawach drogą mailową i telefoniczną, obmyślam prezenty na święta dla siebie i innych.
Gdyby było mi mało atrakcje w ostatnich dniach zapewniły mi pewne osoby które z serdecznym uśmiechem kopnęły mnie w dupę i jeszcze obwiniają, że leżę i nie mam siły wstać.
Co z tym się wiąże:
-mało snu
-podkrążone oczy
-ciężko ze skupieniem
-irytacja
-złość
-stres 

Mógłbym tak wymieniać bez końca ale podejrzewam, że każdy z nas chociaż raz przeżył taki okres.
Ale nie każdy wiedział jak to przetrwać, więc powiedzmy, że jak bohater z czerwoną peleryną przybiegam wam na pomoc.
(A bynajmniej podam przykłady które warto zastosować.)



Nie będę ukrywał, że moim największym problemem jest teraz praca.
Przede wszystkim, nienawidzę ograniczenia czasowego. Irytuje mnie to strasznie, że muszę w określonych godzinach robić to, co ktoś wymyśli. Ludzi jest wręcz od (uwaga, teraz będę fajny) zajebania. Kierownictwo wymaga od nas rzeczy niemożliwych i nie ma dnia kiedy się nie doczepią. To niestety bardzo zniechęca do dzoałania, powoduje u mnie wstręd do pracy którą na początku bardzo lubiłem. Powiem wam szczerze, że w wytrzymaniu tych ośmiu godzin pomaga mi tak naprawdę jedna myśl: jesteś tu po to by zarobić. Może mało ambitne i oklepane ale wyznaczyłem sobie cel, do którego dążę i wiem, że są mi potrzebne pieniądze. Niby nic a jednak uwierzcie, dobrze jest wyznaczyć sobie jakąś drogę,  która dodaje nam motywacji.

Ważnym aspektem jest też dbanie o siebie i swój komfort. Przy takim szybkim trybie życia, często zapominamy o chyba najważniejszej rzeczy,  czyli o nas samych. Przy takim funkcjonowaniu bardzo często wracamy do domu, szybki prysznic, jedzenie w biegu i spać. Z dnia na dzień coraz mniej nam zależy na schludności ubrań a o zaroście nawet nie wspomnę bo przecież kiedy ? (to ostatnie zdanie było skierowane głównie do płci męskiej). Moim zdaniem, codziennie powinniśmy pozwolić sobie na chociaż 15 minut relaksu,  na przykład na wypicie kawy, zjedzenia czegoś dobrego bądź po prostu usiąść, włączyć swoją ulubioną piosenkę i na moment odpłynąć. Może być to w domu, tramwaju, parku ... tak naprawdę gdziekolwiek. Dodatkowo, co jakiś czas,  pozwolić sobie na wydłużenie relaksu. Najkrócej godzina. I tutaj juź nie mam na myśli opuszczenia sobie działań,  a kąpieli relaksacyjnej, ogarnięciu swojego ciała, ogolenia bo w końcu im lepiej wyglądamy tym lepiej się czujemy a teksty typu "mam gdzieś jak wyglądam", sory, nie kupuję.
Dobrze jest również się wyżyć, wypocić ten cały stres. Siłownia, bieganie, treningi, taniec. Możliwości jest wiele ale uwierzcie, ruch dużo daje, dostarcza nam adrenaliny a dodatkowo poprawia kondycję.

Planowanie sobie dnia, jest świetną motywacją i nie chodzi mi o coś takiego:
7:20- pobudka

7:21- pójście do toalety

7:22- Zrobienie kupy

...
...
...
19:00- umrzenie
Oczywiście, niektórych to motywuje do działania, wiedzą kiedy co mają zrobić ale niech coś pójdzie nie tak i od razu nam się odechciewa i irytuje. Proponuję trochę inną formę. Nazywam to "planowanie na oko". Jak wrócę do domu zrobię to, to i to. Dzięki temu nawet jeżeli nam się coś opóźni bądź nie uda, nie odczuwamy tak tego a mamy chociaż jakiś plan działania. Dobrze jest też czasem sobie coś odpuścić. Jeżeli wiesz, że dana rzecz która nie zostanie zrobiona teraz, nie wpłynie negatywnie na twoją obecną sytuację, odpuść. Zrób to jutro.
Na co dzień, nie jestem fanem takich rozwiązań, wolę zrobić coś od razu ale są takie dni,  gdzie nie mamy na to siły.

Nie można zapominać również o bliskich. Wiem, że w takim pędzie nie ma czasu nawet na myślenie ale żyjemy w XXI w. Mamy telefony, facebooki i inne różne możliwości kontaktów. Dlaczego jest to takie ważne? Jak wszystko w naszym życiu jest to tylko pewien czas który kiedyś się zakończy, tylko by wraz z tym ciężarem, nie odeszli od nas najbliżsi.

Pewnych rzeczy jednak nie przeskoczymy. Zdarza się tak, że robimy coś dla kogoś a ta osoba podstawi ci nogę i jeszcze zmiesza z błotem. Ktoś niezależny, odcina ci skrzydła albo po prost nie masz na tyle siły by to udźwignąć. Na to nie ma rozwiązania, musisz to przetrwać i zacząć żyć przyszłościowo, ponieważ nic nie trwa wiecznie a satysfakcja jaką się ma z osiągniętego celu jest nieporównywalna do innych emocji.
Czytaj dalej »

środa, 6 grudnia 2017

Prezent - dość problematyczny temat

9
Leżysz sobie wygodnie na łóżku, w ręku trzymasz kubek z gorącą kawą. Na laptopie oglądasz swój ulubiony serial a w powietrzu unosi się  zapach pomarańczy.
Idealny klimat na odpoczynek.
Aż tu nagle, uświadamiasz sobie, że zapomniałeś o czymś ważnym, co z automatu psuje cały urok idealnej chwili.
Dziś mamy mikołajki, idealny dzień na obdarowywanie innych prezentami i do złudzenia być przesłodzonym dla wszystkich.

A co jeżeli zapomnimy o podarunku dla najbliższych ?
Spokojnie, ja nie zapomniałem i nie będę wam podsuwać "Last minute prezent" bo w tym jestem słaby. Chcę wam pomóc w wyborze czegoś na gwiazdkę, co pomimo odległego czasu może przyswoić nie lada problem w głowie niejednej osobie.

Ja prezenty kupiłem już w połowie listopada. Spowodowane to było dwoma aspektami: budżet jaki został mi przypisany na grudzień oraz świąteczny szał który przypadł w tym roku dość wcześnie.
Niestety jestem bardzo niecierpliwy i nie mogę doczekać się 24 grudnia więc podaruje je dzisiaj.
Długo się zastanawiałem, jak dopasować prezent do danej osoby aby był miły i użyteczny (nie lubię wydawać pieniędzy w błoto).
Ze względu na moje miejsce pracy, praktycznie co chwila miałem okazję do weny lecz niestety nic mi nie przychodziło do głowy.
Przechodziłem po różnych regałach w poszukiwaniu tego "czegoś". Szukałem, przeglądałem i NIC.
Po powrocie do domu wszedłem na stronę empiku, z nadzieją, iż natrafię na jakąś super, mega okazję.
Udało się, znalazłem dla mamy idealną książkę.
Ale zaraz, jak dam prezent mamie to dziadkom zrobi się przykro. Próbowałem wypytywać co by im odpowiadało do tego stopnia, że wprost zapytałem "co chcecie dostać na gwiazdkę". Oczywiście, jak przystało na kochających dziadków usłyszałem, że nic.

Na szczęście, dowiedziałem się, że długopisy bardzo dobrej firmy są w promocji.
Kurde, ubrań nie kupuję gdyż z doświadczenia wiem, że trafić w czyjś gust jest ciężko. Kosmetyków mają od groma a długopis, pomimo pewnie rozbawienia niektórych, to bardzo poręczny prezent dla starszych osób.

No dobra, mikołajki obcykane ale co z gwiazdką?
W mojej rodzinie jest dość dużo dzieci, oczywiście dla tych starszych planuję kupić jakąś super lalkę czy komplet zabawek ze "star wars" a tym najmłodszym ... ?
U mnie jak i pewnie u większości z was pojawia się ten problem. Różne sklepy obrzucają nas to coraz bardziej wymyślnymi pierdółkami, które świecą, grają, skaczą i nie jeden Bóg wie co jeszcze.
A czemu by nie postawić na jakąś prostotę?
Ostatnio rozmawiałem z koleżanką, której mama pracuje w przedszkolu i poinformowała mnie, że dzieci do 3 roku życia wolą się bawić prostymi, drewnianymi zabawkami.
I tak roczne dziecko nie będzie pamiętało, co od ciebie dostało na gwiazdkę w 2017r a podejrzewam, że taka drewniana zabawka posłuży im dłużej.

Mam nadzieję, że moje pomysły chociaż w jakimś stopniu wam pomogą i naprowadzą w dobrą strone.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Zagubiony w sieci.

2
Witam was wszystkich bardzo serdecznie.
Dawno mnie tu nie było, co ?

Mam napisane ponad 5 recenzji których nie wstawiłem i podejrzewam, że ich już nie stawię.
Dlaczego ?
Nie jestem z nich zadowolony ?
Widziałem beznadziejne filmy ?
A może, blogspot nie chce ze mną współpracować i wrzuca mi kłody pod nogi ?
Odpowiedź jest o wiele bardziej prosta i zaskakująca.
Nie chce mi się.


Pewnie każdy blogger i nie tylko, miał taki moment w swoim życiu, że mu się najzwyczajniej w świecie nie chciało.
Bo przecież najłatwiej, olać sytuację a później wypierać z pamięci fakt o zaistniałej sytuacji.

Ja wiem, że pisanie recenzji to nie mój świat, męczyło mnie to bardzo zamiast cieszyć.
Tak naprawdę cały czas szukam swojego blogowego ja.
Najlepiej czuję się w alternatywnych tekstach takich jak ten.
Niestety jak wiadomo z tego nie da się zarobić, a nie oszukujmy się, jak każdy normalny człowiek chce mieć jakiś pożytek z pisania.
(Jeżeli wasz ulubiony blogger mówi, że dla niego nie są ważne pieniądze tylko samo pisanie... może tak jest, ale wiadomo, fajnie jest też zarobić.)


Na daną chwilę, nie wiem w którą stronę potoczy się tematyka blogu.
Mam tyle pomysłów ale przy tym wrażenie, że jest to niemożliwe i że mnie się to nie uda.

Ale spokojnie, to dopiero początek.
Do końca tego roku zamierzam skupić się na świętach bo wyjątkowo mam do tego wenę.

A w 2018 zaczynamy rozpier...... tornado ;)
Nowy wygląd, nowy temat, nowy ja(?).


Ej!
Właśnie przeglądam moje stare posty i takich problemów i powrotów miałem bardzo, bardzo ale to bardzo często.
Aż mi wstyd !
Czytaj dalej »

środa, 1 listopada 2017

Jak przeżyć nocny maraton ?

3

Witam was bardzo serdecznie!
Wczorajszej nocy miałem "przyjemność" pojawić się na maratonie horrorów w kinie Helios.
Po moim szalonym przeżyciu przybywam do was z radami, jak przeżyć taką nockę.
Przygotowałem kilka punktów dla osób które nigdy na czymś takim nie były, bądź chcą, być bardziej przygotowane.

1. Znajdź odpowiednich ludzi.
Nie oszukujmy się ale, jest to ok. 8h spędzonego wspólnie czasu.
Któż by chciał spędzić go sam/ z osobami których się nie lubi ?
Czasami warto wybłagać kogoś albo zaszantażować, aby miło i przyjemnie bawić się w kinie.
Ja tak zrobiłem z Anią i powiem wam szczerze, że dawno się tak nie uśmialiśmy. Nigdzie nie znajdziecie takich krytyków jak my ;)

2. Odpowiedni repertuar 
Co to za sens iść na coś co wszyscy już widzieli ?
Fajnie ustalić z grupą, na co się wybieracie by chociaż połowa była zaskoczona seansem.
Jeżeli ktoś nie lubi horrorów a wy chcecie mu zrobić psikusa, rozwiązanie jest proste.
Nie mówcie mu na co idziecie, niech sam się przekona podczas seansu i będzie miał dodatkową atrakcję.

3. Tego dnia nie idźcie do pracy.
Ten punkt jest chyba najważniejszy.
Wiadomą rzeczą jest, że po kilku godzinach człowiek jest zmęczony.
W takiej sytuacji zamiast skupić się na filmach, wyobrażasz sobie swoje łóżko i zaczynasz się czuć coraz bardziej niekomfortowo.

4. Odpowiedni prowiant.
 Każdy kto był w kinie (czyli każdy) zna ceny w barze. Za niewielkie porcje płaci się niestworzoną ilość hajsu. Ależ kto nam zabrania wyskoczyć do biedronki ?
Warto się obkupić w jakieś orzeszki, chipsy, napój.
Jeżeli chodzi o alkohol to ciężko jest z przemytem więc można spotkać się wcześniej i troszeczkę zaszaleć.

5. Drzemka
Wiadomo, że ciężko jest wytrzymać tyle godzin kiedy jesteśmy przyzwyczajeni do snu w takich porach. Na takie maratony, chociaż zazwyczaj to jest rewia mody, polecam założyć wygodne ciuchy, zabrać kocyk, poduszkę i łóżko polowe. Kiedy widzimy, że film jest nudny bądź już nie dajemy rady, kilka minut drzemki nam nie zaszkodzą.
Chyba, że głośno chrapiesz bądź gadasz przez sen, wtedy proponuję ominąć ten punkt.


To jest pięć zasad które każdy kinomaniak powinien zapamiętać, zapisać, wytatuować.


Oczywiście, to wszystko czytajcie z przymrużeniem oka i nie bierzcie na serio ;)
W najbliższym czasie na blogu pojawią się trzy recenzje filmów które udało mi się zobaczyć na Halloween'owym maratonie.




Ja akurat byłem na zestawie #1.
Przed maratonem, chiałem tylko jedną produkcję zrecenzować ale po tym co tam zobaczyłem ...
Niestety na uroczym filmie RedWood zasnąłem i jedynie co pamiętam to Soplicę którą główni bohaterowie pili.

Czyli: w tygodniu czekajcie na jedną recenzję przedpremierowo i jedną premierę + film z 2016r
Czytaj dalej »

poniedziałek, 30 października 2017

7. #Recenzujee - "Porąbani"

4
Szukając fajnych filmów parodiujące Horrory, by ukazać wam je w recenzjach z okazji Halloween, zobaczyłem niezliczoną ilość filmu tego gatunku.
Przyznam wam się szczerze, że to tej pory nawet nie wiedziałem, że tyle powstało.
Tak naprawdę, do tej pory ograniczałem się głównie do "Strasznego Filmu".
Ciężko jest znaleźć coś, co by odpowiadało standardom tego gatunku i coś co naprawdę przyniesie mi dużo rozrywki.
A co by się zadziało jak by połączyć takie filmy jak: Piła, Dom w głębi lasu, oszukać przeznaczenie oraz koszmar minionego lata ?
Wyszedł by z tego nieźle porąbany film.
I właśnie tego zadania poniekąd podjął się Eric Craig w dość wymownym filmie, po przetłumaczeniu tytułu na polski.

PORĄBANI (2010)

Dzisiaj postanowiłem zmierzyć się z produkcją która powstała 5 lat wcześniej od filmu "małe zło".
Reżyser również napisał scenariusz do filmu wraz z Morgan Jurgenson, lecz w przeciwieństwie do ostatniej ekranizacji współpracował z inną ekipą co widać i co jest logiczne i normalne. Ale tym później.

Dwóch kumpli - Tucker i Dale, wyjeżdżają do domku letniskowego w lesie. Przez pomyłkę grupa bawiących się niedaleko studentów uznaje ich za seryjnych morderców. Jednak przez dziwne zachowanie młodych ludzi, mężczyźni biorą ich za grupę samobójców. A więc, kto tak naprawdę jest po tej złej stronie ?
To od czego muszę zacząć i co mnie najbardziej zachwyciło.
Nie wiem kto za to odpowiada ale casting wypadł rewelacyjnie. Aktorzy świetnie wcielili się w swoje postacie.
Alan Tudyk oraz Tyler Labine, genialnie odegrali rolę "wieśniaków", jak by od początku byli do tego stworzeni. Również postacie, po części poboczne, Chelan Simmons jako urocza blondynka, Jess Moss czy Katrina Bowden mają  naprawdę duży potencjał, a bynajmniej świetnie sprawdzili się w przypisanych im rolach.

Tutaj za zdjęcia odpowiada David Geddes, który wie jak wyglądają ujęcia w horrorach ponieważ brał udział również w takich filmach jak Halloween: powrót czy Posłańcy, co widać od razu.
Montaż jest standardowy więc tu nie ma co, za bardzo rozpisywać.
Dużo jednak traci muzyka. Tak jak na przykład w "Legionie samobójców"jest ogromnym atutem tak tutaj, po pewnym czasie staramy się na nią nie zwracać uwagi.
Oczywiście pasuje do danych scen ale nie wnosi nic nowego i nie wpisuje się w chęć wyróżnienia spośród innych komedii



Muszę również pochwalić scenografię.
Praktycznie przy każdej scenie miałem skojarzenia z różnymi horrorami ale nie mogłem przypomnieć sobie z konkretnymi. Był to bardzo prosty zabieg, miejsca, przedmioty były ułożone w taki sposób jak w tradycyjnych "straszakach". Nie oszukujmy się ale wszystkie horrory, w których akcja odbywa się w lesie, wyglądają podobnie.
Stara chata w której na każdym kroku, czekają pułapki, stare gazety oraz zakurzone meble.
Ciemny las, pełen korzeni, leżących drzew przez które można się potknąć.
Sklep na odludziu w którym znajdziemy dziwne rzeczy i sprzedawców od których krew mrozi w żyłach.

Bardzo fajnie, że w tym przypadku, Eric nie oszczędził krwawych scen czy czarnego humoru którego jest bardzo dużo w przeciwieństwie do ostatniej ekranizacji.
Ukazane ciało przecięte w pół, wycinana kosiarką twarz czy obcięte palce wysłane w prezencie to tylko niektóre smaczki które czekają na widza.


Niestety mam duży problem do samego scenariusza.
Z jednej strony, widać, że reżyser ma swój styl który może być rozpoznawalny ale przez to można się spodziewać co nas czeka. Oglądając ten film czy nowszy, wiem że jest tego samego autora wiem czego mogę się spodziewać i jak potoczą się dane wątki.
Ten sam poziom dialogów, konstrukcja bardzo podobna a chyba chodzi o to, by jednak zaskakiwać odbiorcę.



Podsumowując:
Całość wypada naprawdę dobrze.
Film jest kreowany pod typową parodię z jajem.
Dużo zyskuje tym iż nie boi się krwi czego nie ma przy "Małym złu".
Historia wciąga i jest przepełniona absurdami przez co chce się oglądać do końca, nawet po to by dowiedzieć się, jak się jaki będzie finał.
Oglądając, bawiłem się fajnie. Mógłby być momentami zabawniejszy ale jednak film sam w sobie nadąża.
Stary, ogarnij się bo z tego co widzę zamiast się rozwijać, idziesz w złym kierunku, więcej porąbanych mniej zła ;).



Czytaj dalej »

niedziela, 29 października 2017

6. #Recenzujee - "Małe Zło"

1
To, że dzieci to małe, złe istoty wiadomo nie od dziś.
Każdy chyba z nas, chociaż raz zastanawiał się, skąd biorą pewne zachowania.
Poza złośliwością którą tłumaczy się brakiem zrozumienia, pojawia się również gaworzenie do ściany czy uśmiechanie się w przestrzeń.
A co, jeżeli takie dziecko jest jeszcze przy tym antychrystem ?
Katastrofa gwarantowana.

Małe Zło / Little Evil (2017)

Eli Craig
 który odpowiada za scenariusz i reżyserię, po udanym debiucie filmu "porąbani" (recenzja na blogu pojawi się już jutro), przy pomocy platformy NETFLIX postanowił stworzyć kolejny film z gatunku komedia/horror.
Osobiście nie wiedziałem na co mogę liczyć, gdyż z reżyserem miałem styczność pierwszy raz a aktorów jedynie kojarzyłem.

Świeżo upieczony pan młody, wprowadza się do swojej niesamowicie pięknej małżonki. Jednak jego największym wyzwaniem na nowej drodze życia, jest zaprzyjaźnienie się ze swoim 6 letnim pasierbem. Z czasem zaczyna podejrzewać, że syn ukochanej jest bezlitosnym demonem, który tylko czyha na nową ofiarę.

Muszę zacząć od dwóch osób które spowodowały, że ten film bardzo dużo zyskuje. Wielkie brawa dla Matthewa Clark'a który odpowiada za zdjęcia. Widoki, które są nam ukazane świetnie wpasowują się w klimat filmu.
Również ogromne gratulacje dla montażysty Tia Nolan'a który wcześniej pracował między innymi przy filmie "Czarownica". To właśnie on odpowiada za niecodzienne przejścia. Ostatni raz spotkałem się z czymś takim w jednej z animacji. Mianowicie, są ukazane nam przyśpieszone, 3 sekundowe scenki, dzięki którym film nabiera tępa. Dodatkowo, całość jest w taki fajny sposób zmontowana, że nie przychodzi mi na myśl: "o, tutaj musiało być coś jeszcze ukazane, albo ktoś coś tutaj mówił co zostało wycięte". Inni montażyści powinny brać przykład.

Scenariusz sam w sobie wypada całkiem przyzwoicie.
Momentami brakuje ciągu przyczynowo skutkowego, jednak za chwilę ten tryb jest przywracany.
Dialogi i postacie też są do zaakceptowania.
Wiać, że reżyser, nie pisał tego na "kolanie" tylko trochę nad tym popracował.
Faktem jest, że niektóre sceny nie są tak naprawdę potrzebne. Uważam, że zamiast na, przykład sceny z popijawą na urodzinach powinna być przedłużona ta, w której wyjaśnione zostaje poczęcie syna.


Największą furorę według mnie zrobiła Bridget Everett, która wcielała się w Al'a, najlepszego przyjaciela Gary'ego. Niezależnie od poziomu absurdu sceny w którym brała udział, wypadała bardzo naturalnie i tak naprawdę, według mnie, wprowadzała dużo śmiechu podczas seansu.
Również Owen Atlas, który ma już za sobą debiut w filmie Astonaut Camp (2016) wypada całkiem dobrze, a jak wiadomo, dziecięce role są ciężkim tematem.
Adam Scott, który gra główną rolę niestety wypada dla mnie słabo. Nie potrafiłem uwierzyć w jego postać, był bardzo sztuczny co mnie bardzo zdziwiło. Wydaje mi się, że jest to zabieg specjalny, ale niestety się nie udał. Na szczęście u jego boku jest Evangeline Lilly która ratuje całą sytuację.
Za mało czasu otrzymał Clancy Brown grający Wielebnego. Jest bardzo ważną postacią a niestety, reżyser nie dał mi szansy oby go ocenić i albo polubić albo znienawidzić.



Zastanawiam się również jak ten film mam kategoryzować. Został sprzedany nam jako komedia/horror ale czy tak jest ?
Jeżeli chodzi o gatunek który ma na celu nas straszyć, to tak naprawdę poza scenami które nawiązują do horrorów oraz jedną sytuacją która jest w stanie wystraszyć nielicznych niema tam nic więcej. Z komedią to też za dużo wspólnego nie ma, poza kilkoma żartami sytuacyjnymi przy których pojawił mi się uśmiech na twarzy.

Podsumowując:
"Małe Zło" odbiega bardzo od filmów parodiujących horrory, nie daje nam głupich, momentami obleśnych i wulgarnych żartów dzięki czemu jest o tę półeczkę wyżej.
Niestety jeżeli oczekujesz seansu który zapamiętasz do końca życia to nie ten rodzaj. Film można obejrzeć w niedzielne popołudnie dla odstresowania, niestety zapomnisz o nim kilka tygodni później.
A szkoda bo naprawdę miał duży potencjał ale zabrakło odwagi na pewne zabiegi dzięki którym można by to było poprowadzić w którąś stronę.
Jeżeli jednak jesteś maniakiem Horrorów warto zobaczyć tę produkcję, by sprawdzić, z jakiego filmu pochodzi dana scena bądź dialog i czy dobrze to odwzorowali.
Dla mnie to:



Czytaj dalej »

niedziela, 22 października 2017

5. #Recenzujee - "Witching and Bitching"

3
Witam wa bardzo serdecznie!
Aktualnie mamy połowę października czyli wspaniały okres przed Halloween'owy.
Długi czas zastanawiałem się co dalej zrobić.
Nie chciałem porzucać bloga ale ze względu na pracę mój wolny czas skurczył się do minimum i musiałem wybrać ścieżkę którą chce podążać.
Fakt faktem, nie wiem na jak długo, ale chce się oddać w większym stopniu filmom. Recenzje, festiwale itp.
Nie będę się tłumaczył, po prostu tak będzie i kropka.

Myślałem nad tym jak by to uczcić ten fajny dzień który odbędzie się 31 pażdziernika.
Horrorów nie lubię więc nie będę na siłę oglądał (spokojnie, w listopadzie coś będzie).
Przypomniałem sobie o moim ulubionym gatunku jakim są parodie horrorów.
Ale co to jest za sens recenzowania filmu który już wszyscy znają takim jak "straszny film" czy "Gnijąca panna młoda".
Aby było ciekawiej, postanowiłem znaleźć parodie które u nas w kraju nie są znane bądź popularne,
Zaczniemy od produkcji z którą pierwszy raz miałem styczność rok temu na "nocy absurdów" w kinie Helios.


Witching and Bitching / wiedźmy z Zugarramurdi / Las brujas de Zugarramurdi (2013)



Grupa bezrobotnych mężczyzn napada na skup złota. Od początku mają pecha: jeden nie miał z kim zostawić synka i zabiera go ze sobą, dwóch wpada w ręce policji, a czwartemu dziewczyna zabiera samochód, którym wszyscy mieli uciec z miejsca zbrodni. Porywają więc taksówkę i z torbą pełną złotych obrączek jadą do Francji. W pościg za nimi rusza policja oraz matka chłopca. A tuż przed granicą czekają na nich wiedźmy z Zugarramurdi.

Film został nakręcony pod okiem bardzo docenianego, Hiszpańskiego reżysera jakim jest De La Igllesi. Nie znam jego  poprzednich dokonań gdyż nie będę ukrywał ale nie lubię kina hiszpańskiego. Ogólnie nie przepadam za filmami w których nie ma języka angielskiego bądź polskiego. Nie wiem czemu ale bardzo mnie to razi. W tym przypadku jednak jest zupełnie inaczej. Bardzo polubiłem postacie których było dość dużo jak na tak prostą fabułę. Poza świetnie odegranymi złodziejami możemy śledzić losy trzech pokoleń czarownic, żony jednego z bandytów i dwóch policjantów którzy próbują nadążyć za wszystkimi.
Bardzo dobrym zabiegiem który rzadko kiedy jest spotykany w takim gatunku filmowym jest prowadzenie postaci. Są wyraziste, każdy ma inne cechy przez co inaczej reaguje na różne sytuacje.
Moje serce od samego początku skradła babka rodu czyli Maritxu grana przez Terele Pavez. Jej obłąkanie które wymieniało się ze świadomością ogólną idealnie wpasowało się w klimat całej historii.
Również Mario Casas znany z filmu "3 metry nad niebem" pozytywnie mnie zaskoczył.
Tak naprawdę, prawie każdy aktor odegrał swoją postać wyśmienicie.
Zresztą tak samo jak Hugo Silva, prowokator całej sytuacji.
 Mam duży problem z rolą dziecięcą która była najbardziej istotna w całej historii.
Były sceny gdzie młody Gabriel Angel Delgado grał realistycznie, ale w bardziej dramatycznych scenach to było naciągane.



Jeżeli chodzi o same dialogi, ciężko mi się do nich odnieść.
Tak naprawdę poznał bym wszystkie zamysły znając ich język ale po przetłumaczeniu mogę stwierdzić, że były znośne. Nie zabrakło przekleństw co nie jest dziwne, ale same rozmowy miały sens i były dopasowane do danej sceny i miały duży wpływ na to co się dzieje oraz przede wszystkim wypadały naturalnie.
Bardzo fajnie się również patrzyło na ten obraz. Widać było zabawę kolorami, gdzie w centrum miasta były bardzo wyraziste i pasujące do hiszpańskich telenoweli, a gdy wjeżdżaliśmy do tytułowego miasta czarownic robiło się mrocznie, tajemniczo i dostarczało to fajnego dreszczyku.


Same ujęcia i zdjęcia są bardzo statyczne. Bez jakichś szaleństw i rewelacji, co nie razi ani nie zachwyca. Jest okej, przewidywalne ale stabilne, zresztą tak samo jak efekty specjalne.Nie są złe, ale widać, że było to komputerowo wygenerowane.

Dużym minusem tej produkcji jest pełno niepotrzebnych wątków.
Przede wszystkim wątek dwóch nieudolnych policjantów którzy na nowo poznają samych siebie, kilka pościgów przez policję z których samochód głównych bohaterów wychodzi cało, brat czarownicy Evy, który poza obleśnym niesmakiem nie wnosi nic specjalnego.

Ogromnym problemem i faktem niszczącym bardzo fajny obraz jest finał. Taki absurd i bezsens, jaki wymyślili przeszedł moje najgorsze oczekiwania.
Tak tandetnego oraz najważniejszego pojedynku, w życiu nie widziałem.
Czy zabrakło pomysłu ? Budżetu ? Czasu ?
Wydaje mi się, że wszystkiego.
Jednym z tych absurdów jest na przykład scena, w której główni bohaterowie uciekają przed kilkoma setkami złych, głodnych czarownic, biegną przez piękną zamgloną polanę. Biegną, biegną i koniec. Cisza, nie wiadomo, o co chodzi.
To jest tylko jeden z wielu absurdów, które nie zdradzają fabuły i przyznam wam szczerze, że jest dość lekki niż pozostałe.


Podsumowując.
Film jest dość przyjemny jak na ten specyficzny gatunek.
Słabe wątki są pokonane naprawdę bardzo dobrą grą aktorską.
Niestety przez finał, film bardzo dużo traci, co zostawia nieprzyjemny posmak po całości.
Ze względu na to, iż ten gatunek rządzi się własnymi prawami, nie jest to jakieś wybitne arcydzieło, ale na pewno wrócę jeszcze do niego w przyszłości. Warto obejrzeć ten obraz ze względu na mega seksowną Carline Bang, na którą się świetnie patrzy.
Moja ocena to:
Czytaj dalej »

niedziela, 17 września 2017

Kiedy cały świat jest przeciwko tobie

9
Witam was wszystkich bardzo serdecznie.
Mój brak weny tak mnie przygniata, że kolejny raz zaczynam pisać ten wpis.
Z totalnego braku pomysłu, postanowiłem opisać mój tydzień który był ... ciężki.

(tutaj powinien być fajny, pasujący cytat, ale nic nie mogłem znaleźć)


Poniedziałek. 11.09
Rozpoczęcie tygodnia było bardzo sympatyczne.
Z samego rana pojechałem po siostrę, po czym wyruszyliśmy na miasto.
Poprosiłem aby pomogła mi pozałatwiać kilka spraw, przy okazji załatwiła kilka swoich.
Gy wróciłem do domu, standardowo wypiłem kawę, zjadłem coś dobrego i otrzymałem telefon, który bardzo mnie zaskoczył. Dotyczył spotkania w sprawie pracy.
I fajnie i wyruszyłem dalej.
Najgorszy niestety był powrót do domu. (uwaga, teraz kluczowy moment!) wracałem w deszczu.


Wtorek. 12.09
Od samego rana byłem bardzo podekscytowany.
Tego dnia, jechałem do szkoły, by dowiedzieć się czy udało mi się poprawić i zdać maturę,
Wyruszyłem dość wcześnie, ponieważ ok. 10:00.
Standardowo, jak się jeździ do szkoły, jako już "gość", można było na spokojnie porozmawiać sobie z nauczycielami, w zupełnie inny sposób.
Po szkolnych pogadankach, trzeba było sprawdzić wyczekiwany wynik.
TAK! Udało się !
Po oficjalnym ogłoszeniu sukcesu i poinformowaniu rodziny jak i znajomych udałem się na obiad do Edyty.
Podczas wieczornego wyjścia na miasto ze znajomymi by uczcić wydarzenie, zacząłem się źle czuć. Uważałem, że po piwie mnie zamuliło, a przez emocje dopadło mnie zmęczenie ... nic bardziej mylnego.





Środa. 13.09
Mój poranny stan był tragiczny.
Wstałem o 7:00, z bólem głowy, gardła, zatok i mega wielkim katarem.
Czyli w skrócie: zgon na miejscu.
Nafaszerowałem się lekami bardziej niż kurczak po GMO, niestety nic nie pomogło.
Zostałem zmuszony odwołać poranne plany, by na rozmowie kwalifikacyjnej jakoś się czuć.
O godzinie 12;00 podjechała po mnie Ania i wyruszyliśmy do galerii.
Podczas rozmowy miałem lekką temperaturę, takie tam 38,2.
Sama pogawędka to było gorące krzesło, dosłownie.
Siedziałem na małym taborecie a pani dyrektor stała nade mną i strzelała pytaniami jak z karabinu.
Najwidoczniej odpowiadałem z sensem, ponieważ dostałem tę robotę.

Czwartek. 14.09
Kolejna poranna pobudka i kolejne latanie po mieście z towarzyszem jakim jest choroba.
No i z Anią.
Podjechaliśmy na uczelnie by dowiedziała się, kiedy zaczyna się ostatni nabór.
Okazało się, że to nie ten budynek i musieliśmy jechać na drugi koniec łodzi by tam usłyszała, że zgłaszać się można dopiero pod koniec września.
Następnie pojechaliśmy załatwiać moje sprawy. Papierki dotyczące pracy i tym podobne.
Później już nic się ciekawego nie działo, do końca dnia leżałem w łóżku i oglądałem głupie programy.

Piątek. 15.09
O dziwo, trochę sobie pospałem i z wyrka musiałem wyskoczyć dopiero po 09:00.
Pojechałem z psem do fryzjera, a po powrocie "o dziwo" podjechała Ania ...
Tym razem wybraliśmy się do mojej nowej szkoły bym dowiedział się o konkretach płatności.
Wieczorem pojechałem do brata by wyjść z jego psem podczas jego nieobecności.
I zostałem tam do samego południa, następnego dnia.
Właśnie, klucze mu muszę oddać.

W weekend jedyną ciekawą atrakcją był pokaz młodego iluzjonisty "Y" w M1.
W życiu tak się nie wynudziłem xd

Tak, że choroba nie jest wstanie mnie powstrzymać przed niczym, a ja wam radzę uważać na pogodę ponieważ teraz bardzo łatwo się przeziębić !
Czytaj dalej »

środa, 6 września 2017

Pora iść do pracy

2
Witam was bardzo serdecznie !
Matko boska, muszę się przyzwyczaić, że znowu funkcjonuję na moim starym komputerze.
Z tej okazji, posłuchajmy sobie fajnej piosenki która ciągle siedzi mi w głowie.



Jak już wszyscy jesteśmy w dobrych humorach, można przejść do rzeczy.
Od kilku dni twardo szukam pracy.
Zawsze wydawało mi się, że pracy jest pełno, to ludzie są zbyt leniwi.
Nic bardziej mylnego.
Gdy postanowiłem w końcu ruszyć tyłek z łóżka, byłem pewien, że raz przejrzę ogłoszenia o pracę i od razu będę zarabiał tyle, by mi na wszystko wystarczyło.
Rzeczywistość była zupełnie inna.
Gdy po tygodniu znałem już wszystkie ogłoszenia na pamięć z różnych stron internetowych, a telefon wciąż milczał uznałem, że trzeba osobiście załatwić sprawę.
Nie wiem czemu, ale uparłem się na handel odzieżowy.
Po części był to błąd, gdyż nie oszukujmy się, jako pracownik sieciówki nie zarabia się kokosów.
Gdy przeszedłem prawie całe centrum handlowe (to było wczoraj), wszedłem do ostatniego sklepu w którym teoretycznie mógłbym zacząć działać.
Był to strzał w 10.
Jeszcze tego samego dnia odbyła się rozmowa kwalifikacyjna i dali mi dzień na zastanowienie się.
Przyznam szczerzę, że jeszcze dzisiaj z rana analizowałem dogłębnie sytuację.
Nawet dzwoniąc dzisiaj, z odpowiedzą, nie byłem pewien czy jest to dobry wybór.


Znając mnie, mój tok rozumowania, myślenia i ogólnie sposób bycia, pewnie tą pracę albo pokocham albo znienawidzę.
Ale ej, przecież będzie dodatkowe doświadczenie do CV, no nie ?
Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli ( a tak pewnie nie będzie) to będzie dobrze !

"Ogarnij się, zaciśnij pięści i daj radę!
 Nie ważne, że nie ma dla kogo-
 Ważne żeby opadły im kopary ! "

Czytaj dalej »

niedziela, 3 września 2017

Przerywam milczenie !

0
Witam was wszystkich bardzo serdecznie !
Jestem, żyje oddycham.
Po tak długim czasie, mojego marnego losu który ostatnio dał mi porządnie w kość.. Powracam.
Kiedyś fajnie zostałem sprostowany:
"This Bitch always come back"
i coś w tym jest.

Chciałbym powiedzieć, że w moim życiu znowu wszystko się pozmieniało ...
Ale to już chyba norma, więc to żadna zmiana.
Każdy dzień zaskakuje mnie czymś nowym i zaskakującym.
Każdy dzień to nowe emocje których wcześniej nie znałem..

ale...

Po takiej ilości postów, które obnażały moją duszę pora skończyć tą paplaninę.
Na jakiś czas wracam do pierwszej koncepcji bloga.
Ukazanie dążenia do marzeń oraz znalezienia metody w szaleństwie.

Czy planuje jakieś zmiany ?
Tak, i to diametralne ..
Ale wszystko w swoim czasie.

Bo w końcu "Nic nie jest wieczne na tym świecie, nawet nasze problemy ;) "



Czytaj dalej »

piątek, 18 sierpnia 2017

Dzisiaj kończę 20 lat .

3
Dzisiaj kończę 20 lat.
Równo o 18:00 wyszedłem na światło dzienne.
Minęło:
63115200 sekund
1051900 minut
175320 godzin
1043 tygodni
240 miesięcy
20 lat

Co roku, w dniu moich urodzin, robię sobie takie podsumowanie.
Co mi wyszło, co się nie udało, jak się zmieniłem.
Co roku się zaskakuję.
Robię rzeczy, których zawsze byłem przeciwnikiem: piję kawę, palę papierosy.
Dokonuję niespodziewanych wyborów.
Robię błędy.
Ale też tryumfuję.
Zwyciężam i przegrywam.
Codziennie zastanawiam się jaki to wszystko ma sens i codziennie dochodzę do wniosku, że go brak.

Przez ten czas zyskałem coś najcenniejszego jak i najboleśniejszego.
Pewną osobę(?), która była przy mnie zawsze.
Przez 14 lat.
Teraz jej nie ma, i pomimo czasu jaki już upłynął...
Dalej tęsknie.


Tęsknie też za wieloma innymi rzeczami.
Osoby, miejsca, chwile.
Trochę się tego uzbierało...

Zawsze myślałem, że dorosłość to coś fajnego.
Coś, czego nikt mi nie zabierze.
Odpowiedzialność za samego siebie, własne decyzje.
Czy to jest fajne ?

"W miejscach gdzie każą mi być dzieckiem, jestem dorosły.
Tam gdzie oczekują ode mnie dorosłości jestem dzieckiem"



Nigdy nie lubiłem urodzin.
Ludzie z którymi nawet nie rozmawiasz, wysyłają ci życzenia, bo Facebook im przypomniał.
Słowa które bardzo często padają, nie są szczere.
Imprezy które tego dnia towarzyszą, są tylko pretekstem do najebania się przez towarzystwo.
Nikogo, nie interesuje okazja, ważne aby był alkohol.

Wróciłem dzisiaj do domu nad ranem, po fajnie spędzonym czasie ze znajomymi.
Wypiliśmy wino, oglądaliśmy filmy, kabarety.
Pogadaliśmy szczerze na balkonie, trzęsąc się jak "galareta" z zimna ;)
To było fajne, szczere, nieudawane.

i tego właśnie sobie jak i wam życzę.
Szczerych ludzi wokół siebie, którzy są dla was.
A nie z wami

Dzisiaj kończę 20 lat.


Tak tak, to jest moje rodzeństwo.
Siostra, nie zabijaj, i tak tego nie usunę :*
Czytaj dalej »

czwartek, 3 sierpnia 2017

Uśmiech

4
Witam was bardzo serdecznie.
Jestem
Żyje
Oddycham.

Nie było mnie, co widać.
Trochę umyślnie, trochę nie.

Czemu mnie nie było ?
Nie, dlatego, że nie am nic do powiedzenia.
Czasami ciężko jest to po prostu obrócić w zdanie.
Nie miałem weny.
Zaczynałem coś pisać, ale nie kończyłem.
Nie umiałem, nie mogłem.

Pamiętacie, jak pisałem, że trzeba upaść jak najniżej aby się odbić?
A może nie pisałem...
Nie ważne.
TO jest chyba, ten czas gdzie pnę się ku górze.

Dużo się działo, ale wiem, że będzie jeszcze więcej.
Wiem, że będzie dużo wyzwań a jeszcze więcej rozczarowań.
Wiem, że nie raz będę przeklinał a jeszcze więcej klął jak szewc.

Wiem też, że będę robił wszystko by w moim życiu było jak najwięcej uśmiechu.
Bo cóż innego zostaje nam w życiu?

Wytrzymam.
Czytaj dalej »

piątek, 14 lipca 2017

Naleśniki !

5
Każdy człowiek szuka własnego szczęścia.
Jedni miłości inni prawdziwych przyjaciół.
Dla wielu liczą się pieniądze, niektórzy cieszą się z dobrego seksu.

Ja, nareszcie znalazłem swoje stadium szczęścia.
Rzecz która daje mi miłość, szczęście, spokój.

Naleśniki z dżemem truskawkowym i czekoladą.
Ja nie wiem co za mądry człowiek to wymyślił.

Kiedy je jem, moje kubki smakowe doznają orgazmu.

Kto, jak nie tak wspaniały deser zrozumie cie lepiej ?
Nie narzeka, nie marudzi.
Nie gada od rzeczy i nie pociesza mówiąc "będzie dobrze".

Ciekawe czy kiedyś skończę jak ci szaleni ludzie którzy hajtają się z jedzeniem .. ?

Moja miłość do naleśników jest ponad wszystko !


Czytaj dalej »

czwartek, 6 lipca 2017

Mój pierwszy wywiad .

5
Witam was bardzo serdecznie !! Nareszcie się zebrałem i piszę ten post !
Ostatnio mam takiego lenia, że aż to nic nowego nie jest.

Ale dobra, do rzeczy.

Chce wam ukazać, pierwszy wywiad przeprowadzony ze mną.
Ale nie byle jaki.
Uwaga uwaga, teraz włączy się mój narcyz.
Ten wywiad poprowadziłem ja sam.
Stwierdziłem, że sam dobrze wiem, co chciałbym aby, było w takim wywiadzie zawarte.
Dobra, poprosiłem też kilku znajomych o pomoc, za co im dziękuję, bo nie spodziewałem się takich pytań !
To zaczynajmy !


Co cię najbardziej zaskoczyło w blogowaniu?
-Na pewno fakt, że to idzie w zupełnie inną stronę niż zaplanowałem. Uważałem, że będzie to miejsce stricte rozrywkowe. Recenzje, relacje z różnych imprez czy jakieś inne szalone rzeczy które plątają się w moim umyśle. Okazało się, że dzielę się tutaj moimi przemyśleniami,nie boję się okazywać uczuć i pokazuję się bardziej ze strony melancholijnej.

A jakie są plusy takiego rozpisywania się?
-Na pewno wewnętrzny spokój. To takie moje małe rozgrzeszenie, gdy wyleję na "papier" moje wszelkie myśli, czuję, że po części rozliczyłem się z tego. Oczywiście nigdy na 100% ale zawsze jakaś minimalna część jest zaspokojona.

Co uważasz o osobach które komentują twój post tylko po to by się zareklamować ?
-Jest to normalne. Aczkolwiek cieszę się, gdy widzę jak pewne osoby się powtarzają. To jest fajne, że zaglądają tutaj. Oczywiście komentarze, które nie dotyczą danego wpisu są bardzo szybko usuwane, tak że nie odczuwam pseudo promocji.

Brakuje ci czegoś ?

-Oczywiście. Na pewno kilku osób, wbrew wszystkiemu lubię przebywać z ludźmi. Brakuje mi na pewno mojego szaleństwa. Cieszeniem się daną chwilą, farbowaniem włosów na różne szalone kolory i mojego uśmiechu który wiecznie mi towarzyszył. Cholernie za tym tęsknie. Ale, życie mnie nauczyło, że spadamy w dół tylko po to by się odbić, a ja już chyba niżej upaść nie mogę.





Jakie zachowania ludzi w stosunku do Ciebie sprawiają ci największą przykrość ?
-Zawsze myślałem, że jestem nie do zdarcia. Okazało się jednak, że jest inaczej. Na daną chwilę ? Nieszczerość w stosunku do mnie, obłuda i zabawa moimi emocjami.

Czy Twoja pewność siebie jest częścią Ciebie czy tarczą przed zranieniem ?
- Ciężko stwierdzić. Chciał bym powiedzieć, że jest to część mojej osobowości ale w momencie, gdy gubimy się gdzieś po drodze również nasze zachowania uciekają. Na daną chwilę widzę, że jest to tarcza ale dobrze o tym wiem, że kiedyś było inaczej.

Jaka jest główna różnica pomiędzy tym, jaki jesteś naprawdę a tym, co pokazujesz wszystkim ?
-W tej kwestii chyba nigdy nic się nie zmieni. Zawsze jestem taki sam, różnica jest taka, że przy innych nigdy nie ukażę swojego bólu. Łzy które nie są spowodowane śmiechem nigdy nie zostaną ukazane publicznie. Jeżeli kiedykolwiek ktoś widział gdy płaczę, znaczy, że ufałem bezgranicznie, bezwarunkowo ...

Jakie są Twoje aspiracje, plany, marzenia na przyszłość?

-Jeszcze niedawno odpowiedział bym, że pragnę wielkiej sławy, pieniędzy, imprez i jednorożca.
Teraz chciał bym aby nadszedł ten dzień, gdy usiądę, ze świadomością, że wokół siebie mam tylko szczerych ludzi którzy nie oceniają, uśmiechnę się i powiem nagłos: nareszcie jestem kurwa szczęśliwy !



Czytaj dalej »

wtorek, 27 czerwca 2017

To będzie dzikie ..

5
Witam was bardzo serdecznie !
Odrazu mówię, wszelkie osoby które mają problem z bólem tyłka, brakiem dystansu i innymi problemami niech tego nie czytają.
To będzie dziwne a ja nie zamierzam tłumaczyć co autor miał na myśli ...
Bo sam nie wiem .


Jad własnie na działkę.
Jestem wśród toreb, poduszek i innych dziwnych rzeczy...
Jest mega gorąco a ja nie śpię... Hmm ... Moment bo to ciężka matma.
A ja nie śpię 32 godzinę.
To się nazywa coś.

Czemu tak się zadziało ? Pewnie was to interesuje.
A jak nie to i tak wam powiem.
Poszedłem wczoraj do koleżanki na herbatę ale wino było bardziej opłacalne.
I tak jak zeszło do rana.
Ja nie lubię u innych spać przez co czuję się
Zaraz zaraz...
Ja już się nie czuję.
Najgorsze jest to, że teraz mam rozkmine czy wszyscy widzą tak samo kolory.
 A co jeżeli ja zielony widzę zupełnie inaczej niż ty a po prostu nazywamy to tak samo ?!

Dobra muszę zmienić piosenkę bo za duże smenty.

O matko mam na skarpetce plamę po winie.

100 kolorowe pióropusze, łąki, jaśmin róże .

Jak wygląda 100 kolorowy pióropusz ?

Ma pióra w 100 różnych kolorach ?


Ostatnio jak nie chodzę do szkoły ani do pracy, i oczywiście nic mi się nie chce to dużo myślę .
Za dużo.
I nie o pierogach czy dlaczego szampan jest taki dobry a bardziej poważnych rzeczach.

Ej właśnie sobie uświadomiłem że ja jestem takim kolorowym pióropuszem.

Co się tak uparłem tych cholernych piór i kolorów.

Czemu ludzie tak często zawodzą i w perfidny sposób ranią wielokrotnie ?!
Z premedytacją bawią się twoimi uczuciami bo tak.
Zostanę chyba robotem. Oni nie mają uczuć. Ale ciekawe czy te roboty od seksu mają uczucia. Bo przecież nawet jeżeli udają to muszą wiedzieć czy było dobrze, nie ?

Boże . Zaraz usunę tego Deezer'a . Czemu takie piosenki puszcza ?
Czemu ja mam na sobie okulary skoro nie ma słońca ?

Boże ja dziczeje .

Kocham poranki.
Dzisiaj o świcie gdy sobie zapaliłem zachwyciłem się widokiem z okna.
Przez zmęczenie i szumiący alkohol w głowie ten obraz byl rozmazany.
Postanowiłem go uwiecznić.
(Nie, to nie jest wina tego, że mi się ręką trzęsie i wyszedł rozmazany widok. A bynajmniej tego się trzymajmy.)

Przecież każdy wschód słońca, każdy poranek to nowa nadzieja.
Najgorsze jest to, że rzadko kiedy to widzę, bo jestem za bardzo skupiony na tym co będzie i było, niż na tym co jest teraz...


Czytaj dalej »

niedziela, 18 czerwca 2017

Kameleon

5
Czy ja jestem kameleonem ?
Nikt nie wie co tak naprawdę czuję.
Potrafię zmieniać barwy gdy wyczuwam zagrożenie.
Potrafię niwelować uczucia, gdy czuję za dużo.

Czy ja jestem kameleonem ?
Wiele osób mnie teraz przeklina.
Nawet wiem kto i serdecznie pozdrawiam.
Ale wiem, że tak jest łatwiej .
Wiem, że niezrozumienie innych buduje we mnie spokój.
Chodzi mi o zachowanie.

Czy ja jestem kameleonem ?
Tysiące barw atakuje mnie z zewnątrz.
Podziwiam ludzi ktorzy, potrafią zachować swoją barwę .
Moja jest już wyblakła .
Ale wiem, że odzyska świetlistość.

Czy ja jestem kameleonem ?
W jednej chwili lubie: chipsy, bajki i zwierzątka a za chwilę pajęczyny, węże i krew.

To chyba nie jest grzech, że próbuje być bezpieczny, w świecie pełnym bólu, zła i krzywdy ?

Czytaj dalej »

piątek, 16 czerwca 2017

Czy warto walczyć o marzenia ?

3
Czym są marzenia, które dla niektórych po cierpieniu nareszcie stają się prawdą.
Trzeba tylko czekać, długo czekać.
Przecież kiedyś musi nadejść czas na realność naszych snów.
Może nie będzie to tak idealne,
Ale doda nam skrzydeł.
Pomoże nareszcie docenić życie.


Czy to jest już ten moment w którym codzienne życie, jest ważniejsze od marzeń ?
Trzeba znaleźć pracę, załatwiać sprawy związane z (kolejną) szkoła.
Mieszkanie, może nawet inne miasto.
Przychodzi mi do głowie jedno pytanie: gdzie jest miejsce na marzenia ?

Każdy z nas ma jakieś cele, potrzeby. Jedni przyziemne, takie jak lepsza praca, nowy komputer, czy koncert idola.
Inni bardziej nierealne, lot w kosmos czy dziecko z Madonną.
Dobra, trochę mnie teraz poniosło, ale ważne, że wszyscy wiedzą o co chodzi.
Marzyć to w końcu ludzka rzecz ale jak je spełniać skoro tak mało czasu?
Ja staram się zawsze dążyć do celu, nie patrząc na inne sprawy co jest bardzo zgubne.

Wszyscy dookoła mówią: Spełniajcie marzenia i dążcie do celu !
Też tak uważam ale przychodzi taki moment w życiu w którym chyba warto zwolnić.
Sam mam w głowie pełno pomysłów ale coraz bardziej zastanawiam się czy warto.
To są godziny roboty i bez większego zysku.
Warto?
Teraz mam jeszcze na tyle dobrą sytuację, że mieszkam z dziadkami i mamą.
Na jedzenie zawsze będzie więc niby tego czasu jest sporo.
Ale po cholerę mam marnować czas na coś, co nie jest pewne ?

Jest ryzyko jest zabawa !


nigdy nie jest łatwo.
Jestem świadomy, że nie będzie.
Przede mną w najbliższym czasie będzie sporo decyzji do podjęcia.
Najgorsze jest to, że ja zawsze powtarzałem, że nigdy nie będę robił czegoś, czego inni ode mnie oczekują tylko będę podążał swoją ścieżką.
Niestety nie sądziłem, że rzeczywistość aż tak bardzo zrówna mnie z ziemią.

-Nie ważne co było, bo jeszcze tyle przede mną !
Czytaj dalej »

niedziela, 11 czerwca 2017

To jest wszędzie !

6
-"Słyszałeś, tę najnowszą piosenkę ?! Jak to leciało ... Spasito Spasito"
-W dzisiejszej radiowej audycji, 50 raz, specjalnie dla was "Despacito"
-"Despacito, lalalalalalalala migo"
-"Idę coś zdjeść"-otwiera lodówkę-"Despacitp"

Witam was bardzo serdecznie.
Cholera, nie mam herbaty muszę ją zastąpić czymś innym.
Pusty kubek, stojący obok komputera uświadamia mi jaką ogromną chęć mam na niebiański napój.
I nie, nie mówię o alkoholu ponieważ, na razie mam go przesyt.
Dobra, przejdźmy już do tematu który jest dla mnie ważny i irytujący.

Pewnie każdy z was, orientuje się, co jest aktualnie na topie.
Nowa piosenka która podbija internety, jakiś extra film czy książka.
Ja niestety, jestem człowiekiem który zawsze idzie pod prąd.
Kiedy ktoś mi mówi "idź w lewo" ja idę w prawo.
Oj wiecie o co chodzi.
W momencie kiedy wszyscy się czymś zachwycają mnie to działa na nerwy, a gdy wszystkim już przechodzi ja zaczynam się jarać.

Dobra, może poza piosenką Rihanny- Work która do tej pory działa mi niemiłosiernie na nerwy.

Tak naprawdę, do napisania tego wpisu, "zachęciła mnie piosenka która pobija chyba wszystkie możliwe rekordy i jest po prostu wszędzie !
W domu, Telewizji, radiu, komputerze, telefonie, samochodzie. Ja tylko czekam aż mi z lodówki zacznie grać ta melodia.
Chodzi mi o utwór: Luis Fonsi ft. Daddy Yankee - Despacito którego nie muszę nikomu przedstawiać.
Nie będę ukrywał, bo piosenka jest fajna, tekst jest znośny a melodia idealna do nocnej imprezy na plaży.
Ale ludzie, ile można ?
Jak piosenka, którą się słyszy 20 raz bez własnej zgody może nie irytować ?

Ale, żeby nie było, że się wyżywam na zwykłej piosence o której wszyscy zaraz zapomną przyszły mi jeszcze dwa przykłady mojego toku rozumowania.



Pokemon Go, czyli aplikacja która zawładnęła wakacjami 2016.
Na swoim telefonie miałem ją, zanim wyszła do polskich "sklepów" z Aplikacjami.
Bo przecież kto nie marzy by zostać największym trenerem pokemonów ?
Po 2h usunąłem ją z jednej prostej przyczyny. Nie do końca wiedziałem o co w tym chodzi.
O tej zabawie bardzo szybko zapomniałem do momentu fali zachwytu.
Ludzie popadli w szał. Pracując w sklepie musiałem dzieci z lodówek wyganiać, bo tam był jakiś extra pokemon.
Wypadki, zabójstwa, strasz przed katastrofą spowodował zapomnienie o wśród społeczeństwa.
Dlaczego ? Bo było to po prostu nudne.
Ja zacząłem grać w styczniu tego roku, przyznam, że z nudów, za bardzo nie miałem komu się chwalić moimi najnowszymi zdobyczami gdyż prawie nikt w to już nie grał.
Więc jak u innych w bardzo szybkim czasie Pokemony znalazły się w koszu.
Tyle szumu o nic.



Nie jara mnie "50 twarzy Grey'a".
To to był szał. Ludzie popadali w jakaś obsesję.
To jest zabawne, ponieważ Sado-Maso było bardzo krytykowane a ludzie, którzy przyznawali się do swojego zboczenia byli tępieni.
Wystarczyła jedna powieść która była przesycona miłością i romantyzmem i cały świat pokocham BDSM.
Strasznie mnie to irytowało. Szacunek dla autorki za odniesienie sukcesu.
Brawo dla osób które są teraz mocno pokrzywdzone bądź nieżywe, przez próbę zabawy tak jak było zawarte w książce nie posiadając żadnego doświadczenia i mieć małą wiedzę na ten temat.
Nie wiem czy kiedykolwiek się na to skuszę,( oczywiście mowa o książce wy zbereźniki ) ponieważ to nie  jest mój klimat.


Jak widać, hity są, za chwilę ich nie ma.
Ilość piosenek, aplikacji, filmów, książek, gier które osiągnęły ogromny sukces, że mógłbym wymieniać tak do jutra.
A jest jeszcze więcej o których nikt nie pamięta.
Jedno jest pewne, moje podejście się nie zmieni.
Dużo na tym tracę ale taki już mam charakter.
Ja wam gwarantuję, że gdy świat już zapomni o tym utworze, ja będę go wklejał gdzie tylko się da!
Amen !
Czytaj dalej »

wtorek, 6 czerwca 2017

Festiwal Kolorów 2K17

11
Witam was bardzo serdecznie !
Ja ostatnio mam bardzo dużo na głowie i ciężko mi się połapać w tym co się dzieje.
Co chwila jakieś niespodziewane zdarzenia, że aż kipię ekscytacją.
Szykuję bardzo fajne projekty na które chyba warto zaczekać,  a nawet jak nie, to chociaż mam zajęcie.
Przyznam szczerze, że jakaś praca by się przydała gdyż w domu już zaczynam dostawać szału. Męczące to jest nic nie robienie.
Muszę iść otworzyć okno...

-"Dwie korony, jedna głowa chce mieć"
Dobra, przejdźmy do konkretów bo tak gadać to ja mogę długo.
W sobotę, w Łodzi odbył się kolejny festiwal kolorów.
Przyznam, że zostałem zmuszony by się tam wybrać.
Po całym zdarzeniu, zacząłem się zastanawiać: świetna zabawa, czy jeden wielki kicz.

"Nieważne ile masz lat czy jakiej muzyki słuchasz, ważne że potrafisz się uśmiechać i lubisz spędzać czas w gronie zwariowanych osób! Przyjdź i pokoloruj z nami siebie i swoich najbliższych! Festiwal jest otwarty dla wszystkich i zupełnie DARMOWY!:)
"

 W taki sposób reklamowana jest zabawa na oficjalnej stronie, ale może zaczniemy od początku.
Kiedy wybierałem się na całe zdarzenie, musiałem trzy razy wracać się do domu, ponieważ zapomniałem portfela.
Jadąc tam, miałem nadzieję, że czym bliżej miejsca docelowego tym więcej będzie kolorowych ludzi na ulicach. Nic bardziej mylnego.
Gdy już dojechałem, wyszła po mnie żaba która robiła zdjęcia na imprezie i weszliśmy  na teren imprezy.
Kolejne rozczarowanie, bardzo mało ludzi.
Idą w głąb i ocierając się o powracający tłum który o dziwo liczył kilka osób, nabierałem kolorów na mojej białej koszulce.
Gdy weszliśmy na główny plac zabawy byłem przerażony.
Dookoła jakieś kamienice, obok ruiny starego budynku a na środku banda ludzi wyglądająca jak małe dzieci bawiące się na podwórku skakanką czy piłką.
Ale spokojnie, brniemy w to dalej.
Osobiście liczyłem na jakąś chociaż średniej wielkości scenę i koncerty.
DO takiego dnia pasował by mi jakiś koncert reggae czy jakiegoś rapera.
Była mała scena i grający DJ. Przyznam szczerzę, że muzyka była fajna, więc nie ma tego złego.
Najbardziej zaskoczyła mnie cena jednej paczki tego "magicznego pyłu".
10zł za za saszetkę to lekka przesada na 15 min zabawy.

Dobra, ja tak narzekam a może zacznę mówić o pozytywach.
Fajny był fakt związany ze sprzątaniem. Akcja była taka, że za 100 pustych folii dostawało się jedną saszetkę. Tania siła robocza zawsze spoko.
Restauracje które były obok.
Widziałem, że wtedy miały spory popyt. W końcu jaki rodzic nie wolał by iść na piwo, kiedy jego dziecko, brudzi się w piasku, i to kolorowym.
Bardzo podobało mi się zachowanie ludzi. Standardowo obcokrajowców, gdyż nasz naród w porównaniu do innych wypadli marnie.
Pozdrawiam również dziewczyny które chodziły z kartką z napisem "hug free" i rzuciły się na mnie, nie do końca z moją zgodą. Wbrew wszystkiemu to było miłe.
Najfajniejszą atrakcją było to, gdy co 15 min, ludzie którzy zebrali się pod sceną, wyrzucali ten piasek do góry.Niesamowity efekt bardzo miły dla oka.

Podsumowując.
Przeglądając zdjęcia z innych miast, Łódź wypadła bardzo słabo.
Docelowe miejsce było źle wybrane a cała impreza jest fajna na 15 min po czym robi się męcząca.

-"Ostatni raz, celuję w stronę nieba"
To by było na tyle, poniżej znajduje się mała fotorelacja z imprezy.









Czytaj dalej »

sobota, 3 czerwca 2017

RANO.

3
Jest 5:00 rano a ja nie spie .
Czy mój organizm aż tak się zbuntował?
Można stwierdzić, że wczorajsze piwo mi zaszumiało i to przez to, ale przecież nigdy tak się na zdarzyło.
Miałem bardzo dziwny sen.
Tak jak by, przyszłość, przeplatała się z przeszłością.
Wiele rzeczy dalej siedzi mi w głowie i na moje nieszczęście... Nie chce wyjść .

Patrzę się na ścianę.
Bardzo ambitne zajęcie . . .
To jest jedyny czas, w którym słońce pada na mój pokój.
Na ścianie widnieje cień firanki i kwiatów stojących na parapecie.
Kocham wschody słońca.
Zawsze przy nich, rodzi się nadzieję na lepsze dzisiaj.
Wał pracy, który ostatnio został mi narzucony w takich sytuacjach nabiera nowy sens.
W takich chwilach wiem, że mogę wszystko.

Ciekawe, czy jeszcze zasnę.

Nie rozumiem wielu rzeczy, których nigdy nie będzie mi dane poznać .
W momencie kiedy mógłbym teraz robić wiele innych, ambitnych rzeczy prowadzących mnie do sukcesu, ja leżę, pisze i zastanawiam się jak rozwiązać wielki problem.
Ja jestem na łóżku a lodówka tak daleko .
Szczerze powiedziawszy, z chęcią wszamania czegoś z wiąże się chęć gorącej herbaty.
Jest jedyny, świetny pomysł by rozwiązać ten dylemat.
Idę spać dalej !


Czytaj dalej »