Strony

niedziela, 29 lipca 2018

8. Mamma Mia: Here We Go Again!

7
Film zatytułowany "Mamma Mia", wbrew opinii krytyków, podbił serca milionów ludzi na całym świecie, w tym moje.  Donna (Meryl Streep) prowadzi mały hotelik na jednej z greckich wysp. Kobieta samotnie wychowuje córkę Sophie (Amanda Seyfried). Dziewczyna wychodzi za mąż i chce, aby to jej nieznany ojciec poprowadził ją do ołtarza. Gdy znajduje pamiętnik matki prowadzony w przeszłości odnajduje nazwiska trzech mężczyzn, z którymi matka była związana przed jej narodzinami. Dziewczyna wysyła do każdego z kochanków matki zaproszenie na ślub, mając nadzieję, że się na nim zjawią. Ostatecznie na ślub przyjeżdżają wszyscy trzej. Zabawna, prosta historia, okraszona najsłynniejszymi piosenkami Abby, była idealnym wyborem na wakacyjny seans.
Zaznaczyć trzeba również, że film bez przyjaciółek głównej bohaterki, Tany (Christine Baranski) oraz Rosie (Julie Walters) byłby o półkę niżej, jeżeli chodzi o humor. Ich wzajemne "przepychanki" oraz cięte riposty dodawały ogromnej dozy zabawy.


Po dziesięciu latach, postanowiono stworzyć kontynuacje tej historii i oto w tak piękny sposób otrzymaliśmy "Mamma Mia: Here We Go Again!". Gdy dowiedziałem się o tym filmie, ucieszyłem się niemiłosiernie. Nie wiedząc nic na temat fabuły, miałem pewność, że będzie ponownie ogromnym hitem. Niestety, z każdym kolejnym zwiastunem, byłem coraz bardziej rozczarowany aż w końcu, stało mi się to obojętne. Polska premiera, zaplanowana była na 27 lipca a ja długo zwlekałem z decyzją czy wybrać się na to do kina. Czytałem i oglądałem recenzję różnych krytyków (tych zawodowych oraz amatorów) i niezależnie od opinii, w każdej zostało użyte sformułowanie: "jeżeli dobrze bawiliście się na pierwszej części, musicie iść na drugą a zabawa będzie gwarantowana".
Nie czekając zbyt długo zarezerwowałem bilety i wybrałem się do kina.
Sophie, przejęła interes po mamie i szykuje się na otwarcie odremontowanego hotelu. Ze wszystkim została sama ponieważ jej mąż Sky (Dominic Cooper) wyjechał na szkolenia z hotelarstwa, Harry (Colin Firth) oraz Bill (Stellan Skarsgard) rozwijali się zawodowo. Jedynie ojciec numer trzy, Sam (Pierce Brosman) starał się pomagać. Po przyjeździe swoich ciotek, Tany oraz Rosie, młoda Sheridan poznaje historie młodości swojej matki. 

W przeciwieństwie do do pierwszej części którą reżyserowała Philida Llyod, tutaj to stanowisko objął Ol Parker co niestety widać. Zaczynając od przepięknych widoków z pierwszej części które zostały zastąpione innymi (również ładnymi) po zgrzyt w historii młodej Donny. Jeżeli uważnie oglądaliście część pierwszą zobaczycie pewne różnice o (których zamierzam wspomnieć poniżej, więc jeżeli nie chcecie tracić frajdy z seansu omińcie ten fragment).
W filmie z 2008r. mogliśmy zauważyć, że o romansie Donny, jej najlepsze przyjaciółki dowiadują się dopiero po latach, tutaj duży nacisk jest na zauroczenie Rosie do Billa w młodości. Historia poznania potencjalnych ojców również została zmieniona. Gdy przypomnimy sobie o czym czytała Sophie w pamiętniku matki, zauważymy, że wyglądało to jednak inaczej.
A teraz, wisienka na torcie czyli matka Donny. Meryl Streep w jednym z dialogów dała nam do zrozumienia, że jej matka już nie żyje. Najwidoczniej postać Ruby Sheridan wstała z grobu z twarzą Cher która wygląda młodziej od swojej wnuczki. Czy to jest zaniedbanie reżysera a może zabieg specjalny.. tego nie wiem ale niestety raziło mnie to bardzo.


Skoki w czasie, na początku filmu, według mnie były bardzo irytujące, może przez to, że było ich po prostu za dużo. W połowie filmu to wszystko się w miarę wyrównało. Trzeba też wspomnieć o młodych odpowiednikach głównych bohaterów. Wszyscy krytycy zachwycali się Lili James, która wcielała się w młodą Donne. Moim zdaniem zagrała dobrze ale czy jest się czym zachwycać? Na pewno nie oddała w 100% ekspresji jaką mogliśmy zobaczyć u Streep. Natomiast bardzo dobrze wypadli Josh Dylan jako młody Bill oraz Hugh Skinner wcielający się w młodego Harrego. Również młode przyjaciółki czyli Alexa Davies (Rosie) i Jessica Keenan Wynn (Tanya) w rewelacyjny sposób swoją mimiką, ruchami oraz wypowiedzianymi dialogami wcieliły się w postać. Z młodej gwardii najgorzej wypada Jeremi Irvine jako Sam. Wydaje mi się, że spowodowane jest to, odgrywaniem mało charakternej postaci.
Natomiast stara obsada wypada rewelacyjnie. Widać, że zjawili się na planie by po prostu świetnie się bawić. Baranski, Walters, Firth oraz Skarsgard swoim luzem i humorem wyciągają ten film o dwie półki wyżej.



Co mnie bardzo zaskoczyło, to fakt, że ta historia pomimo swojej prostoty, przewidywalności i lekkości jest bardzo smutna. Pomimo tego, że momentami nie trzyma się kupy i wieje lekkim kiczem ogląda się przyjemnie a łezka w oku podczas seansu zakręci się kilkakrotnie. Ja, ze względu na to, że z każdego filmu staram się wyciągnąć jak najwięcej, przez jakąś część filmu nie potrafiłem się rozluźnić. Wiele rzeczy mi się gryzło, było niewłaściwe czy pozbawione zostało jakiegokolwiek sensu. Dopiero gdy z głośników zabrzmiała piosenka "Dancing Queen", a sala zaczęła tańczyć, śpiewać na cały głos pomyślałem sobie "Zazuu, ale o co ci chodzi. Zapłaciłeś za ten cholerny bilet by się dobrze bawić a nie szukać filozoficznego sensu!". Trzeba też wspomnieć o najważniejszym w tym filmie czyli piosenkach ABBY. Poza kilkoma szlagierami, kojarzonymi z tym zespołem pojawiają się te mniej znane utwory z końcówki działalności grupy. Jest to chyba powód wydźwięku filmu, ponieważ piosenki pomimo miłego i przyjemnego opakowania, w jaki sposób zostały nam sprzedane, teksty są bardzo smutne i poważne.
Kwintesencją całego filmu jak i działalności zespołu ABBY był finał, w którym cała obsada aktorska wykonywała piosenkę "Super Trouper". W strojach, aranżacji i całej otoczce, kicz aż kipiał ze wszystkich stron. Ale to był tak przyjemny kicz, że z chęcią chciałbym go powtórzyć.

Na pytanie czy warto obejrzeć ten film bez wątpienia odpowiem, że tak. Ja na pewno go powtórzę. Może nie w kinie ale ze znajomymi przy dobrym drinku na pewno gwarantuje świetną zabawę!
Bo przecież "You can dance, you can jive, Having the time of you life ;)"



Czytaj dalej »

piątek, 27 lipca 2018

Teraz wygrywam JA!

1
Świat jak i nasze życie, skonstruowane jest w tak durny sposób, że praktycznie codziennie musimy się z czymś zmierzyć. W pracy, szkole, domu, na ulicy. Dokonywać wybory od których będzie zależało nasze dalsze życie czy słowa za które musimy odpokutować przez wiele lat.
Za względu na swój cięty język i zadziorny charakter, codziennie ponoszę konsekwencję wypowiedzianych zdań, ale to podobno buduje nasz charakter. To, kim jesteśmy i w jakim miejscu możemy być wdzięczni (lub nie) samemu sobie.
Nie mamy wpływu na przeszłość, na to co się już nieodwracalnie zadziało ale możemy zrobić wiele by w przyszłości było o wiele lepiej. Jestem tego świadomy i powtarzam przy każdej możliwej sytuacji: nie stanie się to za dzień, dwa, miesiąc czy pięć miesięcy, ale moje pozytywny czyny będą skutkować pozytywnie w przyszłości.

Zawsze wychodziłem z założenia: oko za oko, ząb za ząb. Jak mnie będziesz traktować ja odwdzięczę się tym samym. Nie wierzę w to co właśnie piszę i osoby które mnie znają nie będą w stanie w to uwierzyć ale z biegiem lat widzę, że jest to najgorsza zasada życia jaką mogłem sobie wybrać.
Często traktowałem źle ludzi ponieważ oni byli tacy wobec mnie, ale musiał być tego jakiś powód, nigdy nie atakowałem pierwszy i często najzwyczajniej w świecie nie zwracałem uwagi na dane osoby.
Podobno nie ocenia się książki po okładce ale kurde! Idąc to księgarni, aby jakaś powieść nas zaintrygowała wybieramy po tym jak prezentuję się okładka (no i musi być również kontrowersyjny, fajny tytuł, ale na szczęście dla nas imię nie jest aż tak ważne.), dopiero gdy ją przeczytamy, uświadamiamy sobie, że jednak jej prezencja nie jest wcale taka ważna.
Tak samo jest i z ludźmi, sory, nie uwierzę, że nikt z was nie patrzy na wygląd. Później w rozmowie, może i owszem ale wystarczy nam 5 sekund aby już stworzyć obraz danej osoby po tym jak wygląda. Czy jest miły, uczciwy itp. Na szczęście w wielu przypadkach są to mylne opinie ale jednak.
Jeżeli dalej będziecie się upierać, znajdę dla was przykład z życia:
Piękny, słoneczny dzień, od samego rana przytrafiają się wam tylko i wyłącznie miłe i dobre rzeczy. Idziecie do sklepu by zrobić zakupy. Przy kasie wita was kasjerka, z grymasem na twarzy, zakupy prawie wam rzuca a na pytanie odpowiada wręcz krzykiem.
Czy ktoś z was się zastanowi nad tym czemu tak się zachowuje? Może dostała przed chwilą wypowiedzenie a ma do wyżywienia całą rodzinę albo ktoś z bliskich miał poważny wypadek a ona nie może nic zrobić ponieważ za szefa ma chuja, dla którego liczą się tylko pieniądze.
Dobra, wróćmy do tematu bo zboczyłem ze ścieżki. Gdy tak głębiej się zastanowię, jestem w stanie zobaczyć jak wyglądam przy poznaniu nowych ludzi. Często mam lekko przekrzywione usta a mój wzrok mówi: nie podchodź ponieważ na start cię nie lubię. Nie robiłem tego umyślnie ale niestety w wielu przypadkach tak było. Moja mina, opinia rozmówcy, pierwszy atak w moją stronę, moja odpowiedź i w taki sposób zaczyna się spirala nienawiści....
Wychodzi na to, że to jednak ja zaczynałem spór komunikacją niewerbalną. Dla tych, którzy nie są obeznani, komunikacja niewerbalna, jest to komunikacja za pomocą ruchów oraz gestów ciała.
Teraz wiem, że w momencie kiedy z kimś się nie dogadują bądź gdy ktoś mnie atakuje lub ma na mnie zły wpływ, lepiej po prostu odsunąć taką osobę z życia.


Na wstępie zacząłem pisać o różnych rodzajach walki. Najgorsza jest jednak bitwa z samym sobą. Z tym co czujemy, co robimy a nawet z naszymi myślami. Nie ma jakiegoś wspólnego mianownika który pomoże od razu każdemu. Wielokrotnie przegrywamy bitwy z naszymi przyzwyczajeniami, podejściem do świata ale trzeba pamiętać, że wojna będzie trwała do końca a chyba każdy z nas lubi wygrywać. Do momentu kiedy nie zrozumiemy w czym leży problem i jak zrobić pierwszy krok by walka była równa, wiecznie będziemy pokonani.
Fajnie by było gdyby na świecie istniał Superman czy Wonder Women, ale gwarantuję wam, że żadne z nich nie weszło by do waszego ciała, i nie pokonało by waszych myśli.
Tak jak ja, teraz gdy podchodzę do ludzi, staram się uśmiechać, nie dawać oznaki dyskomfortu i zmieniać to, co przeszkadza mnie w samym sobie.

O samo akceptacji zamierzam napisać oddzielny wpis. Ze względu na to, że dawno tego nie robiłem, zaproszę was na swojego instagrama, wstawiam tam trochę codzienności i wgl fajne rzeczy ;). Wystarczy kliknąć tutaj.

Czytaj dalej »

piątek, 20 lipca 2018

Masz kontrolę nad swoim ciałem?

8

Na początek zadam takie proste pytanie: z czym kojarzy ci się słowo dyscyplina?
Może ja zacznę aby było wam raźniej. Dyscyplina zawsze kojarzyła mi się z odpowiednim zachowaniem przy stolę czy w gościach, chodzeniem prosto i używaniem odpowiednich słów.
Skromnie powiem, że skojarzenia miałem dobre.

Przygotowując ten post w głowie zrodziło mi się kolejne pytanie: Czy jestem wolnym człowiekiem.
Moja pierwsza odpowiedź była oczywista. Tak, robię co chcę, pracuję ale w każdej chwili mogę to rzucić, chodzę na treningi, odpoczywam. Tak, jestem wolnym człowiekiem!
Nie był bym sobą, gdybym nie zaczął się zagłębiać w ten temat. Czym jest wolność, jakie są jej cechy. Łał, mam pomysł na post. Wezmę się za pisanie. póki natchnęła mnie wena.
Usiadłem do komputera koło 20:00 (w tedy zaczyna się rozmyślanie nad światem) i za nim włączyłem stronę, załączyłem YouTube aby cicho grała mi muzyka.
"O, xyz dodali nowy film, muszę obejrzeć!
 O! tego też nie widziałem!
 Ten tytuł to na pewno podpucha.

 Nie no, wydali nowy teledysk i ja go nie widziałem?"
I o to w ten piękny sposób minęły mi dwie godziny a wena uciekła w siną dal. Nie ma tego złego, następnego dnia szedłem do pracy na 14:00 więc pomyślałem sobie, że po prostu położę się wcześnie spać, to tak o 8:00 będę gotowy do działania.
Yhym, nie dość, że do jakieś 3:00 w nocy ślęczałem na social mediach to rano jak się przebudziłem po 12:00 to godzinę zajęło mi zwleczenie się z łóżka.
Wiedząc, że i tak coś przełożyłem na następny dzień, czy to był w 100% mój wybór, czy jednak nawyki które mają nad nami kontrole.

Śmiesznie to brzmi, bo przecież jak coś, co jest zależne od nas, może nad nami władać?
Wyszło na to, że jednak nie jestem wolny.
Jak mam osiągnąć to co chcę, kiedy zamiast działać od razu, przekładam na następny dzień, który przyniesie mi kolejnych obowiązków i zadań.
Jak mam być sprawny i pełny energii, skoro kładę się spać w środku nocy a śpię do południa. Przyznam szczerzę, że lubię funkcjonować nocą, ale doskonale wiem, ile dnia następnego dnia mi zabraknie na realizowanie celów.
Oczywiście, komuś może pasować wylegiwanie się na kanapie przed telewizorem ale mnie chyba nie do końca. Lubię odpoczywać, to prawda, ale mam swoje cele, więc skoro czasu jest tak mało, to czemu mam go jeszcze, dodatkowo marnować?



Tutaj wychodzi ten brak dyscypliny o którym wspomniałem na początku. Dopiero gdy nauczymy się zasad będziemy mogli je łamać.
W świecie który tak pędzi do przodu, nasze pomysły często są już przeterminowane, ponieważ ktoś nas wyprzedzi, ktoś przegoni a my będziemy musieli zaczynać od nowa.
Nie zamierzam wprowadzić wszystkich zasad od razu, ponieważ wiem, że jest to nierealne. Mam duży problem z odmówieniem sobie czegoś, co lubię.
Na przykład, pomimo swojej diety, aktualnie jem Knoppers'a ponieważ je lubię.
Wiem, że nie rzucę tak szybko palenia ponieważ sprawia mi to ogromną przyjemność. Chcę zacząć od małych kroków. Zacznę wcześnie wstawać. Nie tak jak do tej pory, o czternastej a na przykład o ósmej.
Wszystko z czasem zacznę wpajać aż w końcu wypracuję sobie te nowe, lepsze nawyki i to ja będę decydował kiedy zobaczyć nowy odcinek serialu.
Ciężka praca i czas, dwa aspekty które są w stanie doprowadzić człowieka do sukcesu.


Czytaj dalej »

niedziela, 15 lipca 2018

Motywacjo, gdzie jesteś ?

4

Od ostatnich kilku miesięcy olałem sprawę całkowicie.... Nic nowego.
Wszyscy dookoła mnie się rozwijają a ja, pomimo prób ... stoję w miejscu a jak wiadomo, ten kto nie idzie do przodu to się cofa.
Szczerze powiedziawszy nie mam bladego pojęcia czym jest to spowodowane. Znowu sfokusowałem się na pracę i to pochłania moje myśli cały czas.
Codziennie rano, po przebudzenia powtarzam sobie "Dzisiaj będzie inaczej! Dzisiaj dam radę i podbiję świat".  Wieczorem jednak okazuję się, że poza moim codziennym treningiem nie zrobiłem nic specjalnego co mogło by jakoś zmienić moje życie.

MOTYWACJO !! GDZIE JESTEŚ?!

Szukałem jej wszędzie. W łóżku, szafie, w parku, u sąsiadki, w burdelu (dobra, poniosło mnie), i nigdzie jej nie było. Dopiero gdy spojrzałem w lustro, zrozumiałem, że jeżeli sam się nie wezmę do pracy nikt za mnie tego nie zrobi. Ludzie mają zbyt dużo własnych problemów by się jeszcze interesować kimś innym. Tylko dlaczego by to zrozumieć trwało to tak długo, przecież codziennie patrzę się w lustro.
W pewnym momencie zobaczyłem przegranego, polegało to na akceptacji aktualnego stanu. Pogodzeniu się z tym, że moje marzenia przeleciały mi koło nosa a uwierzcie, do niektórych było naprawdę blisko. Uwierzyłem innym w to co mówią, uwierzyłem tym którzy myślą racjonalnie i przyszłościowo.
Szkołę jedną skończyłem, zaraz zaczynam drugą, przez ten czas muszę się jednak jeszcze trochę pouczyć.
Plan zajęć na lipiec/sierpień 2018:
-Jak być wytrwałym.
-Nie marnować czasu na głupoty
-Wiedzieć czego chcę!



Niby takie proste podpunkty które powinien znać i umieć każdy a to tak na prawdę przez niedouczenie, rezygnujemy z tego na czym nam bardzo zależy.
Rozmawiając z moimi rówieśnikami na temat pracy, często narzekam na swoją, na godziny pracy czy rzeczy które muszę robi bądź na fakt iż przez klimatyzację mam zawalone zatoki od kilku tygodni.
Zazwyczaj w odpowiedzi słyszę: no ale czego się spodziewasz w tym wieku? Że ktoś do ciebie przyjdzie i da ci wszystko co chcesz, na złotej tacy? A co, mam się godzić na wszystko, chodzić do miejsca którego nie lubię i czekać na co? Aż skończę 40 lat i nie będzie mi się już nic chciało.
Szanuję ludzi którzy w tak młodym wieku biorą to na klatę i współczuję akceptacji takiego stanu.
W momencie kiedy możemy wszystko nie robimy nic, a kiedy będziemy chcieli wiele, nie będziemy już mogli. 
Podobno moje cele są nieosiągalne ale:
1. Niektórym się już udało więc jednak są możliwe.
2. Przecież najlepiej smakuje osiągnięcie, nieosiągalnego.

"SPRÓBUJ DOSTAĆ SIĘ NA SZCZYT GDYŻ NA DOLE JEST TŁOCZNO!"



Czytaj dalej »

wtorek, 10 kwietnia 2018

Nigdy nie będę zbyt dobry.

11

Pomimo wyprzedzeniu blogów, przez platformę YouTuba, ta pierwsza trzyma się całkiem dobrze. Niektórzy uciekają stąd dla nagrywania filmów a inni dopiero co wchodzą w ten świat z różnych pobudek. Również dobrze jest podzielić ich na grupę: tych którzy po dwóch miesiącach zapominają o tym oraz tych, co odnoszą wielkie sukcesy. Oczywiście nie ma w tym nic złego, jeżeli ktoś uważa, że napisze dwa posty i od razu będzie miał niezliczoną ilość fanów, pieniądze same na jego konto będą napływać a firmy wysyłać różne sprzęty do testowania i nie tylko, takowa osoba może się zawieść na tym.
Nie ukrywam, fajnie by było, gdyby to tak działało. Już dawno bym się nie przejmował brakiem  pracy i może bym odstał coś fajnego typu iphone czy coś.
Nie wiem jak sprwa wygląda za granicą ponieważ tego nie śledzę, ale u nas w Polsce takimi kluczowymi nazwiskami w świecie blogów są: Jessica Mercedes, maffashion, Modny Tata czy Ekskluzywny menel. Oczywiście tych nazwisk jest więcej i można mówić różne rzeczy, że jedni na to wszystko sobie zapracowali inni kupili a jeszcze jacyś trzeci mieli znajomości. Ale przyznać im trzeba to, że zarabiają z pasji.
W takiej chwili rodzi się w mojej głowie pytanie: ile razy pomyślałeś sobie, że nigdy im nie dorównasz?
- bo ja bardzo często.





Przeglądając blogi innych, ich grafikę, zdjęcia często jakieś innowacyjne pomysły rodzi się we mnie.. zazdrość? to jest złe słowo. Myśl, że ja nigdy nie osiągnę tego co inni. Ktoś może się ze mną teraz sprzeczać, że jest to zazdrość. Być może, aczkolwiek ja tych ludzi szanuję, cieszę się, że udało im się osiągnąć to co sobie kiedyś zaplanowali, czytam ich wpisy i wspieram. Po chwili wracam na swojego bloga, patrzę się i wyłączam przeglądarkę. Nie myśląc o tym dalej, staram się funkcjonować w świecie realnym. Zazwyczaj włączam sobie "Nowe szaty Króla" i odpływam w świat zapomnienia. Kończy się film, a ja z nową energią totalnie zmieniam swoje myślenie.
Oni wszyscy też zaczynali od zera, muszę się bardziej postarać, zabrać do pracy i wierzyć w to, że mnie się też uda.
Bo przecież,nie od razu Rzym zbudowano.
Takie sytuacje pojawiają mi się cyklicznie. Jak mam mało komentarzy, statystyki spadają albo gdy mam ograniczony czas nawet na jedzenie.
 Są jednostki dla których negatywne komentarze bądź krytyka dołuje do tego stopnia, że pojawiają się myśli zrezygnowania ze swoich dotychczasowych osiągnięć.
Ja chyba to tego już przywykłem, hejt po mnie spływa a krytyka motywuje do dalszego działania.

Wrócę na moment do wzajemnego wspierania, ponieważ widzę, że coraz więcej osób ma z tym problem. Pomogą ale jedynie wtedy, kiedy sami dostaną coś w zamian, będą mieli z tego korzyści. Kilka dni temu, pewna osoba na jednej z grup wprost poprosiła o ocenienie bloga, co można zmienić ponieważ dopiero zaczyna i tak naprawdę nie wie co się z czym je. Byłem jedną z dwóch osób które w jakiś sposób pomogły, udzieliłem kilku rad tak po prostu, by się nie zraził już na początku. Gdy wszedłem na jego bloga, zobaczyłem, że ma dość dużą liczbę komentarzy z radami i nie tylko.
Czemu tak?
Odpowiedź jest prosta, bo można zostawić adnotację do swojej strony.
Okej, wiem jakie komentarze są ważne jeżeli mówimy o marketingu ale zwykła ludzka pomoc niczego wam nie odbierze.
Oczywiście to był tylko przykład, ja sam, nie raz prosiłem o pomoc, odzew był minimalny chyba, że miałem coś w zamian.
Mam nadzieję, że w końcu nasze społeczeństwo zrozumie, że zawiścią i myśleniem tylko o sobie, głownie rzucamy kłody przed własną ścieżką do sukcesu.


Czytaj dalej »

środa, 4 kwietnia 2018

Królowa Jest Tylko Jedna!

1

W końcu nadszedł ten dzień, po wielu latach, próbach i rezygnacji postanowiłem wyjść wieczorem z domu. Powód był dość dobry, ponieważ w Łódzkim klubie "Teatr", 24.03.2018 swój koncert zagrała Doda, do której jak wiecie, bądź nie, od wielu lat mam słabość.
Gdy miesiąc wcześniej, oficjalnie dowiedziałem się, że takowa osoba ma wystąpić w moim mieście, nie miało znaczenia dla mnie czy mam pieniądze, czy będę miał z kim iść, wiedziałem jedno: nie zabraknie mnie tam.
W wyczekiwaniu pomogła mi bardzo premiera Pitbulla na którego też długo czekałem ale to przez moje zamiłowanie do filmów.
Zamówiłem bilety i pewny swego mogłem spać spokojnie. Problemy się zaczęły gdy minął tydzień a biletów ani widu ani słychu. Stwierdziłem: kurde, to w końcu nasza Polska poczta, wiadomo z jaką prędkością przychodzą paczki, nie ma się czym stresować.
Mamy czwartek, koncert w sobotę, biletów jeszcze nie ma, robi się nieciekawie... Od rana pojechałem do pracy, i po skonsultowaniu tej z sytuacji ze znajomymi, napisałem maila do firmy, która sprzedawała bilety z zapytaniem: GDZIE ONE DO CHOLERY SĄ!?
Na szczęście jeszcze tego samego dnia, znalazły się na moim biurku więc już byłem spokojny.



Nadszedł ten długo wyczekiwany dzień przeze mnie.
Jeżeli oczekujecie, że od samego rana już się szykowałem, zastanawiałem się co ubiorę to muszę was zmartwić gdyż do 19:00 byłem w szkole. Więc tak naprawdę wszystko było robione na szybko. Zjadłem "obiad", poszedłem się kąpać, w tym samym czasie narzeczony mojej siostry wyprasował mi koszulę, za co jestem mu wdzięczny i wyleciałem na autobus.
Gdy jechałem bardzo zdziwił mnie pewien telefon. Żaba była przed czasem w umówionym miejscu. Nawet nie wiecie jaki to był dla mnie szok, ponieważ byłem święcie przekonany, że jak zwykle się spóźni z pół godziny.
Pod klubem nie było za dużo ludzi co sprawnie wszystko przeszło.
Zanim zaczął się koncert, posiedzieliśmy, pogadaliśmy, potańczyliśmy, wypiliśmy piwo... Sumując, z ponad godzinę czekaliśmy aż w końcu koncert się rozpoczął.
Jak to ja, zahipnotyzowany a mój telefon standardowo odmówił jakiegokolwiek posłuszeństwa. Jedynie co udało mi się zrobić to kilka, beznadziejnie jakościowo filmików na snapchata.
Wizualnie i wokalnie jak zwykle było perfekcyjnie. Przebrała się z kilka razy, pochwaliła się swoim głosem, dzieliła się z publiką swoją energią, można by rzec, prawie idealnie... prawie.



Może zacznę od spraw technicznych.
Nagłośnienie było tragiczne, oczywiście ja wiem, że to jest mały klub, wielkie głośniki ale ludzie, w pewnych momentach było słychać szum a w przerywnikach, gdy się wypowiadała, nie można było zrozumieć o czym mówi. Ludzi za dużo nie było, co dla mnie jest ogromnym plusem. Nienawidzę przepełnionych miejsc. Podejrzewam, że odpowiedzialne za to było miasto, gdyż poza reklamą na stronie klubu, który nie jest u nas popularny i wspomnieniem o koncercie przez samą artystkę dzień przed, nikt o tym nie wspominał. Pamiętam jak w 2011r, na zakończenie wakacji był koncert Dody to praktycznie wszystkie bilbordy, gazety i strony internetowe o tym huczały.
Po koncercie moja koleżanka stwierdziła, że Doda, zrobiła to na "wyjebce".
Trochę muszę przyznać jej racji, wyszła, odśpiewała swoje największe przeboje, bez żadnych utworów poza singlowych, a po koncercie nie wyszła do fanów by zrobić sobie z nimi zdjęcie bądź podpisać płyty na co najbardziej liczyłem.
Najwidoczniej śpieszyło jej się do domu. Gdy ja po "nocnym imprezowaniu" dopiero wsiadałem do taksówki, Doda była już w Warszawie.
Nie zmienia to jednak faktu, iż nie mogę się doczekać kolejnego koncertu na który zamierzam wybrać się już we wrześniu!







(Wszelkie zdjęcia pochodzą ze strony Teatr Club, które znajdziecie TUTAJ)


Czytaj dalej »

niedziela, 1 kwietnia 2018

#Wielkanocny Tag

1


Zawsze z tym świętem mam problem, nigdy nie wiem, czy święta zaczynają się już dzisiaj, czy dopiero jutro ale to nie zmienia faktu, iż będziemy mogli we własnych kalendarzach odznaczyć, że na rok mamy spokój.
W świecie internetowym, zaczął się szał co dobrego ugotować, co założyć na dany dzień, jak ozdobić swój koszyczek oraz czy wiara ma sens.
Ja, nie zamierzam się wypowiadać na temat tego, czy wierzę czy też nie, czy obchodzę i jaki mam do tego stosunek.
Postanowiłem zrobić to, co w tamtym roku na moim poprzednim blogu, czyli odpowiedzieć na pytania zadane przy: #Wielkanocny tag.
Celem tego, jest luźny wpis który idealnie nadaje się na przeczytanie, po obfitej kolacji, śniadaniu czy co tam wolicie. Ja, chciałem się przekonać, jakie zmiany nastały w moim postrzeganiu świata, na co odpowiem tak samo bądź jakie są różnice. Niestety nie będzie mi to dane, ponieważ poprzednia domena, na której znajdowała się moja strona została usunięta (bądź po prostu ja nie umiem tam wejść) co za tym idzie nie mam tych samych pytań, ale to akurat mi nie przeszkadza, robiłem zbiór pytań od innych blogerów jak i dodałem kilka swoich.


1. Czy lubisz Wielkanoc?
     Osobiście, wolę Boże Narodzenie, aczkolwiek nie lubię żadnych świąt.

2. Ulubiona Potrawa Wielkanocna.
    "Żurki, srurki... z torebki jeb*e"

3. Czy malujesz jajka?
     Dość osobiste pytanie, następne poproszę!

4. Czy chodzisz z święconką do kościoła.
     Nawet z dwiema. Poza tą moją, co roku wchodzę do dziadków by ich odciążyć z tego ciężkiego zajęcia. Dodatkowo, zawsze idę z Patrycją (którą serdecznie pozdrawiam) by kontrolowała, czy na pewno biorę te z którymi przyszedłem.

5. Czy boisz się, że ktoś ci ukradnie koszyczek?
    Gdy święcenie się kończy, w oczach wszystkich ludzi widzę "chytrą babę z Radomia", ale na szczęście nad wszystkim czuwa Pati.

6. Czy dostajesz prezenty od zajączka?
    Zawsze jakieś słodycze wpadną ale po lepsze prezenty, musiał bym go ganiać po polanie a moja kondycja nie jest wcale taka dobra.

7. Siejesz rzeżuchę?
    Nie, jakoś nie czuję tego zielonego.

8. Czy masz jakiś swój film, który oglądasz co roku w Wielkanoc?
    Niestety nie, tak jak na Boże Narodzenie jest tego od groma, tak w Wielkanoc, poza "Pasją" i "Wniebowzięcie" nie mamy nic do wyboru specjalnego.

9. Twoja ulubiona tradycja ?
     Chyba to, że człowiek praktycznie cały dzień siedzi przy stole z rodziną i może jeść do woli, ale czy można to nazwać tradycją ?

10. Czy lejesz się wodą w "Lany poniedziałek" ?
    Za dzieciaka z chęcią w tym brałem udział, teraz główną atrakcję mają dzieciaki co nie zmienia faktu, że boję się tego dnia wychodzić na dwór.


Was też zapraszam do tej zabawy, abyście nawet tylko dla siebie odpowiedzieli na te pytania, gdyż ciekawych rzeczy można się o sobie dowiedzieć.
Dodatkowo, chcę wam życzyć spokojnych świąt, dobrego żurku, smacznej kiełbaski i przede wszystkim spokoju, którego wielu brakuje. 




Czytaj dalej »

czwartek, 15 lutego 2018

Walę w drinki!

8
Wczorajszy dzień był przepełniony sercami, miłością, sensualnością, randkami i zapowiedzią nowego członka rodziny za 9 miesięcy.
Ciekawe ile par wpadło.
Ja ten dzień, obchodziłem jak każdy inny, czyli nie robiąc nic. W tłoku tych wspaniałych par, przechodzących po ulicach ja słuchałem dobrej muzyki która chyba jako jedyna jest wierna mojemu sercu.
Jednakże, dzisiaj 15 lutego, według mnie jest ważniejsze "święto" ludzi niezależnych, odpowiedzialnych i szczęśliwych. Jak by ktoś nie wiedział, dzisiaj obchodzimy dzień singla.
Tak jak osoby w związkach wyczekują tego niesamowitego dnia obmyślając najidealniejszy dzień w roku tak osoby, które nie są w związkach mogą bezkarnie napić się w samotności.
Fajna dygresja, przyszły terapeuta od uzależnień namawia do spożywania alkoholu.
Ale trzeba jakoś potencjalnych klientów ogarniać sobie już od początku.
Uważam, że w tym dniu powinniśmy robić to co nam się żywnie podoba i sprawi przyjemność.
Chcesz cały dzień oglądać filmy pod ciepłą kołderką? Proszę bardzo.
Masz ochotę rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Do dzieła!
Marzysz o tym by się opić do nieprzytomności i być z tego dumnym? Zapraszam za kilka lat do mnie na terapie.

Niezależnie od tego, czy będziecie siedzieć sami, z przyjaciółmi bądź potencjalną partnerką/partnerem uważam, że powinno wam towarzyszyć coś dobrego do picia. Czysta wódka według was jest zbyt ostra, wina nie lubicie a na luksusowego szampana was nie stać?

Herbatka, kawka dobra ale chcecie kogoś zaskoczyć a nie macie pomysłu na odpowiedni trunek. Postanowiłem przedstawić wam kilka drinków, które wyglądają rewelacyjnie, smakują jeszcze lepiej a nie są skomplikowane a do zrobienia wystarczą wam składniki ogólnodostępne.



PIJANY KAKTUS

Nie będę ukrywał, że do wstawienia tego drinka do tej listy przyczyniła się nazwa. Na samą myśl przychodzi mi jakaś pustynia z górą kaktusów w piękny, upalny dzień. 


Składniki:
-50 ml wódki
-200 ml soku z kaktusa
- plasterek cytryny 
- kostki lodu


sposób przygotowania: Do szklanki włożyć lód, wlać sok z kaktusa i wódkę, wymieszać. Dodać plasterek cytryny przekrojony na pół.



BLUE DOVE
Niebieski, to zdecydowanie mój kolor. Kojarzy mi się z dzieciństwem i moim zamiłowaniem do smerfów. Drink sam w sobie jest dość delikatny, praktycznie nie czuć w nim wódki, orzeźwiający i nada się nie tylko na zimowe dni ale również na wakacyjne imprezy przy grillu, gdzieś na plaży.


Składniki:
-30 ml Blue Curacao
-lemoniada 
-20 ml wódki


sposób przygotowania: Do szklanki włożyć kilka kostek lodu i zalać Blue Curacao, a następnie dodać wódki. Dopełnić lemoniadą, wymieszać. Podawać w szklance do drinków o pojemności ok. 300 ml. Dość popularnym składnikiem w tym drinku jest bita śmietana, którą odradzam ponieważ psuje cały smak.



KREW LUDWIKA
Ze względu na ostatnią popularność jednego z seriali telewizji publicznej, naszego polskiego odpowiednika "gry o tron" postanowiłem przedstawić wam, ten drink z czerwonych owoców który nie jest ani za słodki ani za gorzki. Podczas popijania polecam obejrzeć któryś z powyższych seriali ;)

Składniki:
-40 ml wódki porzeczkowej
-20 ml soku z limonki
-10 ml syropu cukrowego
-sok żurawinowy

Sposób przygotowania:Trzy pierwsze składniki mieszam w shakerze z kostkami lodu. Wlewam do szklanki, uzupełniam sokiem żurawinowym, ewentualnie dekoruję plasterkiem cytryny.




WŚCIEKŁE PSY
Często towarzyszyły mi w wypadach na miasto. Fajnie rozgrzewają a w dodatku w smaku można połączyć coś z ostrego ze słodyczą. Nie jedna osoba już ten trunek przeklinała ale za każdym razem z chęcią do niego wracam. 


Składniki:
-tabasco
-wódka (to już pojęcie względne, zależy w jakich kieliszkach pijesz)
-sok: głownie polecam malinowy.


Sposób przygotowania: Na dno kieliszka wlewamy syrop. Następnie zapełniamy kieliszek wódką a na sam koniec kilka kropel tabasco. Wedle uznania ja osobiście dawałem jak najwięcej ponieważ lubię ostre rzeczy. Wszystkie składniki się rozdzielą a pijąc na raz, w ciągu kilku sekund poczujesz różne smaki.


Ps. Dzisiejszy post nie miał na celu nikogo urazić, początkowy tekst jest przepełniony ironią z powodu zachowania niektórych ludzi którzy dostają głupawki w przeciągu tych dwóch dni (zależy od aktualnego statusu). Osobiście nic nie mam do obchodzenia, któregoś z tych dni jeżeli wszystko jest zachowane ze zdrowym rozsądkiem.

Pps. Drinki które przedstawiłem nie są mojego pomysłu. Są to trunki znane w świecie barmańskim a sposoby ich przygotowywania, najróżniejsze, ja starałem się wybrać takie, które może zrobić każdy z nas.


Czytaj dalej »

poniedziałek, 12 lutego 2018

Kryzys.

4

Od ostatnich dni, codziennie podchodzę do napisania wpisu.
Odpalam komputer, otwieram przeglądarkę i .. zamykam.
Następnego dnia się budzę z pozytywnym nastawieniem "dzisiaj napiszę post na bloga".
Kończy się na tym, że po całym dniu oglądania filmów idę spać.
Następnego dnia powtórka.
Nareszcie nadszedł ten moment w którym mam pomysł na wpis, idealnie w głowie sobie to ułożę, siadam przy komputerze, zaczynam pisać i po piątej próbie usuwam wszystko i wyłączam komputer.
Przeglądam te wspaniałe wpisy innych blogerów o tytule "x pomysłów na post".

Co z tego wychodzi? dupa.



Czy to jest kryzys twórczy?
Pewnie wielu z was przechodzi to minimum dwa razy w roku ale przez różne powody, coś zawsze stworzy. Ja niestety w ostatnich dniach mam pustkę, mam pomysły ale nie potrafię ich obrać w słowa.
Ktoś może się zapytać, po co piszesz skoro nie wiesz o czym?
Doskonale wiem czego chcę, dla wielu osób może być to szokiem ale blogi prowadzę od 2011r.
Wtedy, jakieś fanowskie, dotyczące danej gwiazdy bo to było modne, od ostatniego czasu skupiłem się na sobie, więc uwierzcie, w świecie słowa mam już dużo doświadczenia.
Oczywiście,mam zarysy różnych wpisów, nawet ten takim był ale nie udostępniam ich ponieważ zanim opublikuje swój tekst muszę być go w 10 0% pewny. Nie lubię słuchać, czy czytać chłamu więc nie chcę go również rozpowszechniać.

Myślałem nawet nad jakąś przerwą by skupić się na szukaniu pracy, treningach ale kogo ja oszukuję, wrócił bym pewnie za rok z nową energią która by mi starczyła na miesiąc jak to się często zdarza, nie tylko w przypadku mojego bloga



Czytaj dalej »

sobota, 3 lutego 2018

Szukam Pracy... Ale nie takiej

8


Znaleźć pracę to nie problem. Fakt
Znaleźć pracę z której będziemy zadowoleni to już jest problematyczne.
Aktualnie znajduję się punkcie, w którym muszę dokonywać wyborów czy w tej pracy się sprawdzę i będzie godna mojej osoby. (ahh ten narcyzm).
Przez kilka dni jeździłem po mieście rozdawałem swoje CV na prawo i lewo z nadzieją, że jakaś firma się mną zainteresuje.
Oczywiście nie było żadnego problemu, po kilku dniach mój telefon zabrzmiał kilka razy.
Rozmowy kwalifikacyjne przeszły bardzo dobrze, lubię takie rozmowy, poza doświadczeniem jakie otrzymuję i nauką rozmowy z teoretycznym pracodawcą, mogę sprawdzić samego siebie.
Jedna firma od razu zaproponowała mi posadę a od drugiej musiałem poczekać na telefon.
Tak, to były dwa sklepy z odzieżą, po ostatnim niewypale z Empikiem postanowiłem spróbować swoich sił z innym asortymentem.
Warunki mniej więcej porównywalne jeżeli chodzi o płacę czy zakres obowiązków. Jedynie co mnie zmartwiło to świadomość, że w obydwóch przypadkach jest to praca po 12h.
Z doświadczenia wiem, że, praktycznie całe dnie będą wyrwane z życia, a tego sobie nie wyobrażam.
Faktem jest, że to wszystko ma być tymczasowe, ponieważ moim docelowym zawodem ma być ten w którym aktualnie się uczę.
Już miałem się zdecydować na jeden ze sklepów, praktycznie wykonywałem telefon aż mnie coś tknęło.
Trochę tak jak bym dostał kijem baseballowym po głowie, bądź gdybym żył w kreskówce, nad moją głową zapaliła by się żarówka.


Czemu mam się marnować jak jakiś cyborg bez życia, skoro mogę spróbować zupełnie czegoś innego. Wstrzymałem się z telefonem by podjąć decyzję: ryzykować czy się poddać i iść do pewnego.
Moja rogata dusza podpowiada mi jedno: kto nie ryzykuje, nie pije szampana.
Aczkolwiek, z drugiej strony jest ten cień odpowiedzialności i moralności który uświadamia, że szansa na znalezienie pracy która by mnie usatysfakcjonowała jest minimalna i wręcz niedorzeczna.
Teraz powstaje wielki znak zapytania: CO ROBIĆ ?
Konsultowałem się z bliskimi by rzucili na tą sytuacje swoim światłem i przedstawili to ze swojej strony. Tak jak myślałem: ile ludzi tyle opinii, więc jak to bywa w naszym ziemskim padole, zostałem z tym wszystkim sam.
Podejmowanie ważnych bądź mniej ważnych decyzji towarzyszyć nam będzie do końca, dotyczące pracy, samorozwoju czy tego co zjemy na obiad.
Ja nienawidzę stać w punkcie i zdecydować, że idę w prawo nie wiedząc jakie przeszkody mnie po drodze napotkają, lubię mieć wszystko czarno na białym.
Wewnętrznie, podjąłem już decyzję, zostało mi już oswoić się z nią i zacząć działać ponieważ stanie w miejscu jest dla mnie katorgą.
 Jeżeli ktoś to lubi, nie ma w tym nic złego, tylko niech nie oczekuje, że dotknie gwiazd siedząc w zamkniętym pomieszczeniu.

Edit.
Po podjęciu odpowiedniej decyzji, szybko zmieniłem CV i wysyłałem na nowo. Odezwała się do mnie jedna firma, przeprowadzili rozmowę kwalifikacyjną i w poniedziałek idę na dzień próbny. Po przeczytaniu różnych opinii, obawiam się, że to nie będzie dobra praca.
Trudno, pójdę i się przekonam na własnej skórze, ale chociaż wiem, że mogę startować w miejsca które wcześniej unikałem.

Teraz zahaczę o sprawy bardziej parafialne ;)
Jestem w trakcie przygotowaniu kilku fajnych projektów które nadejdą szybciej niż się nawet sam spodziewam. Planuję jedną małą serię, która pojawi się już na dniach oraz większy na który potrzebuję więcej czasu. Dodatkowo dokończę pewne posty o których nie zapomniałem, a najzwyczajniej w świecie nie miałem pomysłu, motywacji i chęci do jakiegokolwiek działania.


Czytaj dalej »

niedziela, 28 stycznia 2018

Ciężko jest odnieść sukces

6



Kiedy wydaje ci się, że odniosłeś już sukces bądź jesteś o krok od niego, bardzo szybko spadasz na ziemie i zdajesz sprawę, że jeszcze kawał drogi cię czeka a to był dopiero pierwszy krok.
Zazwyczaj wtedy rezygnujemy z dalszej podróży i wracamy do punktu wyjścia.
Czasami sami z siebie a czasem inni nas do tego zmuszają.
Od lat słyszę różne porady by nie popełniać błędów a ja z uporem maniaka twierdziłem, że jeżeli sam tego nie przeżyję, to nie będę wiedział.
A może czasami lepiej jest posłuchać kogoś mądrzejszego, kto wie co mówi?
Być może gdybym postąpił tak jak "powinienem" byłbym na studiach, myślał bym o ekskluzywnych 21 urodzinach a na przyjęciach piłbym wytrawne wino i zapięty po samą szyję prowadził konwersację na temat polityki.
Dobra, kogo ja oszukuję, niezależnie od kierunku, imprezy akademickie wyglądają zupełnie inaczej.

Tylko czemu jest tak ciężko osiągnąć sukces?
Podobno tylko najwytrwalsi go osiągną, ale co jak nawet im nie wychodzi?
Wszystko siedzi w naszej głowie. Gdy w coś naprawdę wierzymy tak się dzieje, gorzej jak nasze myśli i wyobrażenia za bardzo upiększają punkt, w którym pragniemy się znaleźć.
Kiedy planowałem rok 2018 jednym z postanowień, była zmiana pracy. Miej więcej pod koniec lutego miałem wręczyć wypowiedzenie i z uśmiechem na twarzy znaleźć idealne, lepsze, bardziej  opłacalne miejsce.
Niestety (albo i stety) moja kierowniczka postanowiła mnie w tym wyręczyć i pożegnała się ze mną o wiele wcześniej. Podczas okresu wypowiedzenia, otrzymałem urlop wypoczynkowy który mi przysługiwał na znalezienie nowej pracy. Rozdałem swoje CV i dupa. Rozleniwiłem się. Leżałem w łóżku, oglądałem serial i czekałem na cud.
Nie chciało mi się nic.. Leżałem i marnowałem czas, moje samopoczucie się pogorszyło i jedynie się denerwowałem,że z takim podejściem nic nie zrobię.
Teraz wiem, że zmarnowałem kawał czasu w którym mogłem podbić świat ;)


"Ja już na ten temat wiem wszystko i nic więcej nie muszę w tym kierunku robić". Ależ oczywiście, tylko takie podejście będzie aktualne kilka lat. Społeczeństwo cały czas idzie do przodu, technika i nie tylko się rozwija a z takim myśleniem staniemy w miejscu i w końcu nasza wiedza na dany temat okaże się niewielka. Niestety, chcąc czy nie chcąc musimy się rozwijać aby wiedzieć w czym pływamy i przede wszystkim byśmy nie popadli w rutynę.

W tej bardo pokręconej drodze, mamy pełno wzlotów i upadków, a zanim dojdziemy do mety, by się nie poddać trzeba doceniać mniejsze sukcesy. Najlepszym przykładem który w piękny sposób zobrazuje nam tę tezę, jest chęć zmiany własnej sylwetki. Wyobraźmy sobie chłopaka, dość otyłego, którego marzeniem jest zostać kulturystą. Oczywiste jest, ze czeka go masa roboty, wysiłku i wytrwałości. Zanim po długim czasie będzie mógł się cieszyć z rezultatów już na samym początku może to robić. Sam fakt, że zdecydował się coś ze sobą zrobić,  to że systematycznie chodzi na siłownie, podjął się diety, schudł, widać pierwsze rezultaty. Przecież już sama droga może być ekscytująca i zadowalająca.
Jeżeli nie docenimy tych małych rzeczy to nie będziemy potrafili docenić tych dużych. A poza tym, gdy nie dostrzegamy pozytywów to będzie dla nas ogromnym problemem przetrwać do końca.

Podobno odnieść sukces mogą tylko nieliczni, tylko niektórym z nas jest pisane upijać się w świetle osiągnięć a inni muszą się pogodzić z przegraną i zaakceptować swoje miejsce na ziemi.
Ja jednak uważam, że każdy z nas może dopiąć swego. Wystarczy ambicja, samozaparcie i pewność swojego zdania a to już będzie duży krok do przodu.

"Pracuj nad sukcesem w ciszy, niech krzyczą za ciebie twoje osiągnięcia !"

Czytaj dalej »

środa, 17 stycznia 2018

Jaką torbę na co dzień?

4



Przez większość dotychczasowego życia, uważałem, że spodnie są najlepszą metodą na przechowywanie różnych przedmiotów. Telefon, klucze, pieniądze (i nie, nie banknoty) jakieś dokumenty, jedzenie, dosłownie wszystko chowałem po kieszeniach. Z upływem czasu, widzę, że nie było to dość dobrym rozwiązanie, Różne znane marki, umożliwiły nam torby  które już nie są kojarzone z kobietami. Teraz doszły nawet torby bawełniane, worki ale ostatnimi czasami najmodniejsze są plecaki, sportowe torby i saszetki (tzw. nerki).
Każdy szanujący się facet powinien mieć te trzy rzeczy w swojej szafie.
Oczywiście, ktoś może się ze mną upierać iż plecak spełni najlepszą funkcję i zostanie tylko przy nim.
Tak naprawdę głównie chodzi o wygodę. Zastosowanie danego rodzaju torby skłania się do: ilości rzeczy jakie zamierzamy przenieść, rodzaju, wygody a nawet pogody.W końcu gdy jesteśmy zasypani śniegiem, opatuleni w miliard rzeczy nie założymy nerki która będzie nam jedynie przeszkadzać.
Dzisiaj chcę wam przedstawić najlepsze zastosowanie i sytuacje by móc dopasować odpowiednią torbę.






Plecaki, już od dzieciństwa nam towarzyszą w życiu. Do szkoły, ze względu na rodzaj i ciężar rzeczy jakie nosimy. Książki, zeszyty bywają dość ciężkawe więc w tym przypadku plecak sprawdza się świetnie, przez to, że trzymamy na ramionach, zawartość się wyrównuje i nie odczuwamy aż takiego ciężaru. W momencie jednak, gdy wychodzimy już ze szkoły, trzymamy przy sobie głównie portfel i nic poza tym. Plecak wtedy staje się już mniej przydatny.  Oczywiście, można się chwalić wielkim, firmowym napisem, ale zachodzi pytanie czy dla jednej/dwóch rzeczy warto?
Plecaki świetnie się sprawdzają, gdy jedziemy na wycieczkę bądź mamy duży załadunek. Wygodnie jest się z nim przemieszczać. Dużo osób które jeżdżą na wycieczki, w góry, na jakieś szlaki bądź autostopem zostaje przy plecaku. Jest poręczny i dużo się w nim zmieści.
Należy jednak pamiętać iż mają swoją wytrzymałość. Jeżeli jest nam potrzebny do codziennego funkcjonowania, wystarczy zwykły z materiału z jedną przegródką.
Na wycieczki polecał bym jednak mocniejsze z kilkoma przegródkami by nie przedziurawić spodu tak jak mnie się zdarzyło. Dodatkowo są one specjalnie profilowane byśmy najważniejsze rzeczy mogli mieć na wyciągnięcie ręki.
Dla fanatyków podróży zostaje jednak znany od zarania dziejów plecak turystyczny.



Torby sportowe, tak naprawdę dopiero od niedawna są w modzie. Pamiętam jak w liceum widziałem tą fale a ja, jak to ja nie rozumiałem tego fenomenu. Uważałem, że nie może być to wygodne. Po 5 latach zdecydowałem sobie takową zakupić w 50 Style. Akurat trafiłem na promocję więc można by rzec idealna sytuacja. Torba sama w sobie jest bardzo poręczna i wygodna. Zabieram ją do pracy czy treningi. Nie wyobrażam sobie jednak nosić jej gdy będę miał ciężką zawartość. Ma jeden długi pas który zakłada się na ramię. Uwierzcie, niezależnie od siły, po jakimś czasie staje się uciążliwa.
Przez kształt prostokąta,  przy pakowaniu ubrań sprawdza się lepiej, niż walizka i plecak a dużą ilość miejsca można w odpowiedni sposób zapełnić.
Mniejszych rozmiarów torby można wykorzystywać w życiu codziennym. Najważniejsze, rzeczy się w niej mieszczą jednakże trzeba unikać zaludnionych miejsc. Przez to jaki mają kształt, można obijać się o ludzi dodatkowo poszerzają was w biodrach.



Saszeta, nerka, jak zwał tak zwał, jest moim  ulubieńcem jeżeli chodzi o wakacyjne, upalne dni. Fakt, faktem nie zmieścisz w niej za dużo, ale na spotkania ze znajomymi, wypad na miasto czy zakupy do przechowywania portfela, papierosów, kluczy i jakichś drobnych rzeczy jest idealna. Zazwyczaj jedna bądź dwie przegródki na pasku w niczym nie przeszkadzają. Możemy ją nosić opiętą na biodrach albo przepiętą przez ramię Pasuje praktycznie do wszystkiego, w czym chodzimy na co dzień. Jednakże, tak jak pisałem wcześniej, w zimę bym jednak odpuścił. Jeżeli mamy kurtkę typu bomberka jeszcze tak nie przeszkadza. Przy dwurzędówkach jest to totalnym niewypałem.


Dobór odpowiedniej torby tak naprawdę zależy od naszego upodobania. Jeżeli lubimy nosić ciężar na plecach bądź na jednym ramieniu, mamy duże pole manewru, jednakże, dobrze by było pamiętać o dostosowaniu i wygodzie.
Pozostałe modele toreb typu: aktówka, nesesery bądź torby na laptopa zamierzam opisać w oddzielnym poście i umieszczę podpowiedź: dobrać odpowiednią torbę na poważne spotkanie.


Czytaj dalej »

niedziela, 14 stycznia 2018

Wspieram WOŚP

3

Dla wielu jest to jedno wielkie kłamstwo i wyłudzanie pieniędzy.
Dla innych z fajnej akcji zrobiła się polityczna walka.
Ja jednak traktuję to, jako dobrze zorganizowana akcja, która ma na celu pomaganiu innym.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy (WOŚP) – fundacja działająca od 2 marca 1993r o charakterze filantropijnym, której podstawowym celem według statutu jest: „działalność w zakresie ochrony zdrowia polegająca na ratowaniu życia chorych osób, w szczególności dzieci, i działanie na rzecz poprawy stanu ich zdrowia, jak również na działaniu na rzecz promocji zdrowia i profilaktyki zdrowotnej”. Dzięki akcji, która odbywa się co roku o tej samej nazwie, od stycznia 1993r, łącznie uzbierano ponad 850 mln zł.



Dzisiejszy post, jednak nie będzie dotyczył historii WOŚP czy dlaczego warto pomagać, ponieważ każdy odpowiada sam za siebie. Ja w tym roku pierwszy raz, najprawdopodobniej nie dam rady wybrać się na miasto, by móc wrzucić jakąś kwotę do puszki, czego bardzo żałuję.
Jeżeli jesteście w tak samo beznadziejnej sytuacji, chcę wam pokazać możliwości wsparcia akcji nie wychodząc z domu.


ALLEGRO
Od kilku lat, znane nazwiska ze świata polityki, aktorstwa, muzyki itp. oddają pod licytacje różne przedmioty, kolację, spotkanie by wszystkie pieniądze przeznaczyć na wolontariat. Jednakże, nie oszukujmy się, jeżeli nie jesteście właścicielami firmy, nie macie kilka milionów które możecie przeznaczyć na taką akcje, to niekoniecznie będzie akcja dla was. Na szczęście jest też możliwość wystawienia własnego przedmiotu pod licytację z której pieniądze przejdą na konto Wielkiej Orkiestry.


SMS
Jest to chyba najłatwiejsza i najszybsza metoda. Każdy z nas w dzisiejszych czasach posiada telefon z którego korzysta na okrągło. Zamiast przeglądać facebook'a czy instagrama wystarczy wejść w wiadomości i napisać sms'a o treści SERCE na numer 75 565 (5 PLN NETTO (6,15 PLN Z VAT))


WIRTUALNE SERCE
Pierwszy raz o tej akcji usłyszałem w 2012r kiedy to jedna z moich idolek wzięła w tym udział. Polega na internetowym sercu do którego można wpłacać od 5 zł w górę. Naa wielkim obrazku wyświetla się piksela z imieniem/ ksywą/ jakimś napisem o którym to Wy decydujecie. By móc zrealizować płatność należy mieć konto w banku. Jeżeli chcecie zobaczyć jak aktualnie wygląda e-serce bądź dokonać wpłaty wystarczy wejść TUTAJ.


#POMAGAM z Onet
Platforma Onet.pl w tym roku stworzyła własną zbiórkę, jeżeli jesteście ogromnymi fanami tej strony, najbardziej im ufacie, wystarczy wejść tutaj, wybrać kwotę i przesłać pieniądze. Na dole strony, umieszczone są również licytacje allegro, które są połączone z Onet'em


Zakupy w SiemaShop
Gadżety, to rzeczy które niezależnie od płci uwielbia każdy z nas. Koszulki, skarpetki, przypinki, opaski, rękawiczki z danym logiem to gratka dl niejednego fana. Złoty Melon udostępnił nam oficjalne produkty z logiem WOŚP.  Aby połączyć przyjemne z pożytecznym należy wejść na stronę sklepu, wybrać produkty które nam się spodobają, zapłacić i czekać na przesyłkę. My mamy fajny dodatek a pieniądze idą na zbiórkę. 


Ja widzicie możliwości jest dużo, To tylko kilka spośród tych jakie mamy do wyboru. Całą listę z wyjaśnieniem znajdziecie Tutaj. Ja chciałem pokazać wam te najwygodniejsze, najszybsze, które moim zdaniem są naprawdę w porządku. Więc tłumaczenie się chorobą, złą pogodą czy lenistwem w tym przypadku nie jest odpowiednie. Jeżeli ktoś naprawę chce ma naprawdę to może. Zależy już tylko od tego, jakim człowiekiem jesteście.


Czytaj dalej »

czwartek, 11 stycznia 2018

Krótki wpis o chorobie.

1

Dzisiejszy wpis sponsorowany jest przez przeziębienie.
Witam was bardzo serdecznie!
Dzisiaj chciałem się wam pochwalić, jak przebiegł mój pierwszy trening,co udało mi się już załatwić i jaki to ja mam plan na najbliższe dni.
W poprzednim wpisie, znalazło się takie zdanie:  "Oczywiście jestem przygotowany na różne przeciwności losu i tak naprawdę ich najbardziej, nie mogę się doczekać."
Niestety wywołałem wilka z lasu, ponieważ od kilku dni, funkcjonuję z dość wysoką temperaturą, w pracy byłem chodzącym zombie gdy wracałem do domu, kładłem się do łóżka i chodziłem spać.
Pracę, którą musiałem oddać do szkoły wczoraj, napisałem godzinę przed wysłaniem, trening musiałem przełożyć a chęci do życia są zerowe.

W przerwach pomiędzy snem a pracą, miałem czas na rozmyślanie jak rozwiązać swoje problemy.
i szczerze powiedziawszy na razie nie wymyśliłem nic konstruktywnego.
Na pewno znajdzie się jakaś metoda ale to mi zajmie chwilę dłużej.

Czy tylko ja podczas choroby nie mam weny czy was to również dotyka ?


Teraz przechodzimy w sferę "Przemyślenia na łożu śmierci"
Czy będąc smutnym można być szczęśliwym?
Co to znaczy szczęście?
Podobno, gdyby nie smutne chwilę, nie potrafilibyśmy docenić dych miłych i dobrych.
A co jak ktoś lubi być smutny?
Ja na przykład uwielbiam jechać autobusem podczas deszczu, słuchać muzyki z mocnym tekstem i rozmyślać o tym co było, o ludziach z którymi spędzałem wiele chwil i o tym dlaczego już tak nie jest.
To jest duża cześć mojej osobowości która jest dość złożona. Poza tą szaloną, zwariowaną i pierdolniętą postacią, przez moją przeszłość, nauczyłem się dbać o tą drugą.
Tak naprawdę każdy z nas odgrywa w życiu różne role ale nie każdy potrafi się w nich odnaleźć.
Dobra, za bardzo przejąłem się tematem, który mieliśmy na zajęciach z psychologii.

Wracając do rzeczywistości, gdy zmieniałem termin treningu uświadomiłem sobie, że wiąże się to z wyrzeczeniami. Z automatu przejdę na dietę czyli będę musiał zrezygnować z nieumiarkowania w jedzeniu i piciu, brak jakichkolwiek fast food'ów i przede wszystkim będę musiał się pożegnać z moim wielkim uzależnieniem jakim są chipsy. To będzie bolało najbardziej.
Dodatkowo, będę musiał się spocić, a obiecałem kiedyś, że nigdy do tego nie doprowadzę.
Czy będę działał wbrew sobie?
W pewnym sensie tak, ale różne sytuacje zmusiły mnie do tego a czego się nie zrobi dla zdrowia?
Dodatkowo wyznaczyłem sobie cel który zamierzam osiągnąć.

Mam nadzieję, że w szybkim czasie uda mi się wykurować a wam życzę dużo zdrowia!



Czytaj dalej »

niedziela, 7 stycznia 2018

Rozplanowanie 2018

6

Pierwszy tydzień nowego roku, a ja siedzę w miejscu.
Dobra, siedzę ponieważ nabieram siły przed ciężkim miesiącem który mnie czeka, ale o tym może innym razem.
Jestem człowiekiem który lubi mieć wszystko rozplanowane i ułożone by działania były przemyślane. Przy moich aspiracja na 2018r. wszystko musi być co do minuty ułożone. Oczywiście jestem przygotowany na różne przeciwności losu i tak naprawdę ich najbardziej, nie mogę się doczekać. Przecież coś musi się dziać!
Dzisiaj przychodzę do was z różnymi pomysłami na to jak rozplanować i przede wszystkim być przygotowanym na nadmiar zadań bądź chcą coś zmienić w swoim życiu a nie wiedzą nawet jak zacząć.

Kalendarz
W tym roku postanowiłem zacząć prowadzić swój kalendarz.Do tej pory nigdy nie był mi potrzebny. Plan lekcji bardzo szybko zapamiętywałem, do sprawdzianów się nie uczyłem a moje spotkania to były imprezy o których nigdy nie zapominałem. Teraz mam dość dużo rzeczy do zrealizowania, praca, blog, treningi, dobrze mieć to wszystko rozpisane i wiedzieć kiedy i o której mamy coś zrobić. W takiej sytuacji  mogę sobie rozplanować czas przyszłościowo.
Poza tym, na pierwszej stronie mam rubrykę zadań, które sobie obiecałem, że tym razem, ich nie odpuszczę. Jest to dość motywujące widząc codziennie do czego się dąży, a jeszcze fajniej jest coś odhaczyć ze świadomością: ciężka praca nie poszła na marne.
Znam kilka osób które traktują takowy zeszyt jak pamiętnik, opisują swoje dni i mogą wylać na papier swoje przemyślenia. Jeżeli macie pewność, że nie wpadnie w niepowołane ręce, to jak najbardziej dobry pomysł ale przezorny, zawsze ubezpieczony..



Kontrola wydatków

Kto nie lubi mieć dużo pieniędzy? Na pewno nie ja, a niestety nie przychodzą do nas tak chętnie jak odchodzą. W jednym z wywiadów, moja ukochana pani psychoterapeutka, publicystka i poetka Katarzyna Miller stwierdziła, że do pieniędzy trzeba mieć luźny stosunek. Jeżeli dajemy to do nas wracają. Mogę się z nią zgodzić jeżeli nie mówiła tego dosłownie. Ja jednak wolę, gdy pieniądze są wydawane przemyślanie a nie głównie na jedzenie i alkohol ;). Niestety tego, do pewnego momentu nie potrafiłem. Większości ludzi są wzrokowcami i gdy zacząłem rozpisywać ile i na co wydaję przeraziłem się. Poza papierosami i jedzeniem, czasem ubraniami na nic sensownego nie potrafiłem uzbierać. Odkąd pracuję, zapisuję ile dostałem, ile wydałem i na co.
Jestem wtedy w stanie kontrolować wydatki i powstrzymać się przed kolejnym nieudanym i bezsensownym zakupem. Tutaj, odwołam was do punktu pierwszego. Kalendarz idealnie będzie się nadawał do kontroli pieniędzy.
Jedni uważają, że gdy płacimy kartą płatniczą, wydajemy więcej. Tutaj jest już indywidualne podejście ponieważ ja, gdy mam banknoty w portfelu jakoś chętniej je wydaję więc nie sugerujcie się tym, że forma płatności zmieni nasze rachunki o 180 stopni.




Podział Wartości 

Przy dość intensywnym grafiku, musimy podzielić wartości. Co jest dla nas ważniejsze a co możemy sobie odpuścić. Tzw. "złodzieje czasu" w piękny sposób nas okradają. Warto zrobić listę najważniejszych typu Facebook, instagram, rozmowy telefoniczne, telewizja i zastanowić się, czy w danym dniu warto jest zmarnować kilka godzin gdzie mogli byśmy podbić świat. Dotyczy to też naszych postanowień. Co jest ważniejsze: kupić sobie nową konsolę czy zdać prawo jazdy. Oczywiście, możemy robić wszystko w jednym czasie ale złapie nas zmęczeniem psychiczne,fizyczne a portfel schudnie kilka kilogramów. Ja na przykład odpuściłem sobię kupno xBoxa i nowego telefonu na rzecz treningów i prawa jazdy. Telefon mam a konsolę zakupię w późniejszym czasie ponieważ na daną chwilę dokument upoważniający do jazdy samochodem jest mi bardziej potrzebny.

Brak Strachu 

Wielu ludzi odczuwa na tyle duży strach, przed czymś nowym, że omija ich być może tylko jeden mały krok od osiągnięcia wyznaczonego celu. Podam przykład który jako pierwszy przyszedł mi do głowy i trochę mnie dotyczy. Pracujesz w miejscu, które cię powstrzymuje przed samorozwojem, czujesz się tam źle a pensja nie jest adekwatna do wysiłku jaki musisz włożyć w swoje zadania. Niestety nie zrezygnujesz ponieważ: nie znajdziesz nowej pracy, nie będziesz miał pieniędzy i świat ci się zawali. To jest bardzo dojrzałe i odpowiedzialne podejście lecz męczenie się być może całe życie w miejscu, które na samą myśl cię obrzydza jest dobre? Kto nie ryzykuje nie pije szampana, a ten trunek jest bardzo dobry. Dobrze jest się przygotować wcześniej do zmiany pracy, załatwić sobie fuchę na innym stanowisku i z uśmiechem na twarzy położyć wypowiedzenie na biurku aktualnego pracodawcy.
Moim ulubioną wymówką jest "ale co ludzie powiedzą?" podejrzewam, że najgorsze rzeczy ponieważ wielu nie lubi gdy komuś coś wychodzi a zawsze łatwiej jest skrytykować, ale pamiętaj, znajdą się osoby które będą cię popierały... no chyba, że chcesz kogoś zabić albo zgwałcić, wtedy lepiej to przemyśl. Najlepiej uczyć się a własnych błędach, wiele rzeczy nam nie wyjdzie ale to dobrze, bo wtedy mamy pewność, że to nie była dobra ścieżka.
Odizolowanie się, od toksycznych znajomości będzie świetnym. Jeżeli twój przyjaciel, nie potrafi cieszyć się twoim sukcesem, nie jest przyjacielem.
Jedyny strach jaki jest dobry przy dokonywaniu wyborów to ten, gdy zastanawiamy się czy starczy nam życia na wszystko.
Tutaj muszę delikatnie sprostować swoją wypowiedź, nie łapcie kilka srok za ogon, zanim zaczniesz nowy projekt, dokończ poprzedni.


BĄDŹ SZCZĘŚLIWY!

Pamiętaj!  Wszystko co robisz, ma dawać ci wiele frajdy i szczęścia. Uwierzcie, zmęczenie może być przyjemne. Będą gorsze dni ale najgorsze co można zrobić to się poddać i zrezygnować. Osiągnięcie sukcesu jest na wyciągnięcie ręki ale nie przychodzi od siedzenia na dupie, trzeba działać i ciężko pracować bo wtedy smakuje najlepiej!



Czytaj dalej »

wtorek, 2 stycznia 2018

SORAYA Men Adventure

12

Dzień przed Wigilią, robiąc zakupy w Rossmanie, zostawiłem tam bardzo duża ilość pieniędzy. Abym nie czuł wyrzutów sumienia, przy kasie otrzymałem prezent (tak jak każdy kto robił tam zakupy) i powiem wam, że zrobiło mi się bardzo miło z tego powodu. Z uśmiechem na twarzy podziękowałem pani, nie patrząc co to jest, wrzuciłem do plecaka i poleciałem do pracy.
Dopiero, po powrocie do domu przypomniałem sobie o tym upominku i sprawdziłem co tam się kryło.
Krem maskujący dla mężczyzn.
Myślałem, że jest to coś przeciw zmarszczkom, i byłem pewien, że będę już zawsze młody i piękny.
Dopiero siostra nazwała to po imieniu i stwierdziła, że jest to fluid dla mężczyzn.
Nie byłem do tego pozytywnie nastawiony, więc wrzuciłem do szafki z myślą, że podrzucę to na przykład bratu.
Moja twarz jednak miała chęć zastosowania tego, ponieważ obudziłem się ze zaczerwieniami na polikach które najprawdopodobniej były na tle alergicznym.
Stwierdziłem, że okres świąteczny czy noworoczny będzie świetną okazją by przetestować ten specyfik i tak zrobiłem.


SORAYA Men, krem maskujący dla mężczyzn
                               

Delikatnie kryje i ujednolica koloryt cery, nadając skórze delikatny, opalony odcień. Maskuje wszelkie niedoskonałości: zaczerwienia, zmiany trądzikowe, drobne siniaki i cienie pod oczami. Zmniejsza widoczność porów. Krem dodatkowo nawilża, łagodzi podrażnienia i zmniejsza oznaki starzenia się skóry. Odpowiedni dla skóry mężczyzny w każdym wieku, do każdego typu cery.

Składniki aktywne:   
witaminy
nowoczesne pigmenty
d-Panthenol

Koszt: ok. 25zł


Krem pakowany  jest w ładnym, czarnym pudełku. dzięki obecności dozownika nie trzeba grzebać palcami w pudełeczku. Krem ma lekko beżowy kolor (coś jak taki jasny fluid).  Konsystencja, sama w sobie jest taka sama jak we wspomnianym wcześniej produkcie, dzięki czemu bardzo szybko się wchłania i w bardzo łatwy sposób można rozprowadzić na skórze.
Wiadomo, że żaden mężczyzna nie chce ukazywać, że zastosował coś, co służy do makijażu bądź z tym się kojarzy więc ilość nakładanego kremu, nie może być przesadzona. Pigment odpowiadający za efekt opalonej skóry działa dość intensywnie więc wtedy widać różnicę, gdzie było więcej nałożone.



Do tej pory kremu użyłem 3 razy w różnych sytuacjach.
-Wigilia oraz drugi dzień świąt.
-Impreza Sylwestrowa
-Dzień w pracy

Chciałem zobaczyć jak w różnych okolicznościach i miejscach się sprawdzi.
Niestety, ale jeżeli uważacie, że po zastosowaniu wasza twarz będzie jednolita, pozbawiona zmarszczek, worów pod oczami i jakichś pryszczy będziecie zawiedzeni.
Poza jednolitą barwą mojej skóry i zasłonięciu czerwonych podrażnień, nic ciekawego się nie zadziało. Moje podkrążone oczy znikały jedynie wtedy gdy stanąłem pod odpowiednim kontem a "dioda" która zdobiła moje czoło, widniaładalej.

Jeżeli chodzi o trwałość, w dużym stopniu zależy co robimy. Przy kolacji czy imprezie sylwestrowej (na której nie ruszałem się za dużo) krem trzymał się o wiele dłużej niż w pracy, w której tego ruchu jest jednak więcej, nawet w moim wypadku. Można by powiedzieć, że osadza się na skórze a zwłaszcza nosie i daje efekt tłustej skóry. W takich sytuacjach można delikatnie wytrzeć chusteczką, ale za którymś razem to miejsce za bardzo się wyróżnia więc zostaje nam zmyć całą resztę.

Przy bokobrodach i na brodzie z zarostem (nawet minimalnym) produkt nie chce się wpasować przez co wygląda to komicznie. Widać wtedy linię graniczną pomiędzy kolorem naszej skóry a tej na której wykorzystaliśmy krem. I tak jak swego czasu był hejt na dziewczyny przesadzające z makijażem na twarzy i białą szyją, tak tutaj jest gwarancja, że ktoś na to zwróci uwagę.
Osoby, które nie wiedzą, że zastosowaliście Soraya i nie przesadziliście z ilością, nie będą wiedziały,  że takowy produkt aktualnie macie na twarzy ponieważ wbrew wszystkiemu, wygląda to naturalnie.

Pomimo swojej ceny, miałem jednak nadzieję, że zdobędę produkt godny polecenia którego chętnie zacznę stosować. Otrzymałem krem który nie spełnia oczekiwań, założonych przez producenta i poza kilkoma pozytywnymi cechami zniechęca do kupna, nawet za taką sumę.
Podejrzewam, że będę go używał głównie do zdjęć czy jakichś większych wyjść na których będę chciał by moja skóra wyglądała dobrze, naturalnie a kolor będzie jednolity.


Czytaj dalej »