Strony

niedziela, 17 września 2017

Kiedy cały świat jest przeciwko tobie

Witam was wszystkich bardzo serdecznie.
Mój brak weny tak mnie przygniata, że kolejny raz zaczynam pisać ten wpis.
Z totalnego braku pomysłu, postanowiłem opisać mój tydzień który był ... ciężki.

(tutaj powinien być fajny, pasujący cytat, ale nic nie mogłem znaleźć)


Poniedziałek. 11.09
Rozpoczęcie tygodnia było bardzo sympatyczne.
Z samego rana pojechałem po siostrę, po czym wyruszyliśmy na miasto.
Poprosiłem aby pomogła mi pozałatwiać kilka spraw, przy okazji załatwiła kilka swoich.
Gy wróciłem do domu, standardowo wypiłem kawę, zjadłem coś dobrego i otrzymałem telefon, który bardzo mnie zaskoczył. Dotyczył spotkania w sprawie pracy.
I fajnie i wyruszyłem dalej.
Najgorszy niestety był powrót do domu. (uwaga, teraz kluczowy moment!) wracałem w deszczu.


Wtorek. 12.09
Od samego rana byłem bardzo podekscytowany.
Tego dnia, jechałem do szkoły, by dowiedzieć się czy udało mi się poprawić i zdać maturę,
Wyruszyłem dość wcześnie, ponieważ ok. 10:00.
Standardowo, jak się jeździ do szkoły, jako już "gość", można było na spokojnie porozmawiać sobie z nauczycielami, w zupełnie inny sposób.
Po szkolnych pogadankach, trzeba było sprawdzić wyczekiwany wynik.
TAK! Udało się !
Po oficjalnym ogłoszeniu sukcesu i poinformowaniu rodziny jak i znajomych udałem się na obiad do Edyty.
Podczas wieczornego wyjścia na miasto ze znajomymi by uczcić wydarzenie, zacząłem się źle czuć. Uważałem, że po piwie mnie zamuliło, a przez emocje dopadło mnie zmęczenie ... nic bardziej mylnego.





Środa. 13.09
Mój poranny stan był tragiczny.
Wstałem o 7:00, z bólem głowy, gardła, zatok i mega wielkim katarem.
Czyli w skrócie: zgon na miejscu.
Nafaszerowałem się lekami bardziej niż kurczak po GMO, niestety nic nie pomogło.
Zostałem zmuszony odwołać poranne plany, by na rozmowie kwalifikacyjnej jakoś się czuć.
O godzinie 12;00 podjechała po mnie Ania i wyruszyliśmy do galerii.
Podczas rozmowy miałem lekką temperaturę, takie tam 38,2.
Sama pogawędka to było gorące krzesło, dosłownie.
Siedziałem na małym taborecie a pani dyrektor stała nade mną i strzelała pytaniami jak z karabinu.
Najwidoczniej odpowiadałem z sensem, ponieważ dostałem tę robotę.

Czwartek. 14.09
Kolejna poranna pobudka i kolejne latanie po mieście z towarzyszem jakim jest choroba.
No i z Anią.
Podjechaliśmy na uczelnie by dowiedziała się, kiedy zaczyna się ostatni nabór.
Okazało się, że to nie ten budynek i musieliśmy jechać na drugi koniec łodzi by tam usłyszała, że zgłaszać się można dopiero pod koniec września.
Następnie pojechaliśmy załatwiać moje sprawy. Papierki dotyczące pracy i tym podobne.
Później już nic się ciekawego nie działo, do końca dnia leżałem w łóżku i oglądałem głupie programy.

Piątek. 15.09
O dziwo, trochę sobie pospałem i z wyrka musiałem wyskoczyć dopiero po 09:00.
Pojechałem z psem do fryzjera, a po powrocie "o dziwo" podjechała Ania ...
Tym razem wybraliśmy się do mojej nowej szkoły bym dowiedział się o konkretach płatności.
Wieczorem pojechałem do brata by wyjść z jego psem podczas jego nieobecności.
I zostałem tam do samego południa, następnego dnia.
Właśnie, klucze mu muszę oddać.

W weekend jedyną ciekawą atrakcją był pokaz młodego iluzjonisty "Y" w M1.
W życiu tak się nie wynudziłem xd

Tak, że choroba nie jest wstanie mnie powstrzymać przed niczym, a ja wam radzę uważać na pogodę ponieważ teraz bardzo łatwo się przeziębić !

środa, 6 września 2017

Pora iść do pracy

Witam was bardzo serdecznie !
Matko boska, muszę się przyzwyczaić, że znowu funkcjonuję na moim starym komputerze.
Z tej okazji, posłuchajmy sobie fajnej piosenki która ciągle siedzi mi w głowie.



Jak już wszyscy jesteśmy w dobrych humorach, można przejść do rzeczy.
Od kilku dni twardo szukam pracy.
Zawsze wydawało mi się, że pracy jest pełno, to ludzie są zbyt leniwi.
Nic bardziej mylnego.
Gdy postanowiłem w końcu ruszyć tyłek z łóżka, byłem pewien, że raz przejrzę ogłoszenia o pracę i od razu będę zarabiał tyle, by mi na wszystko wystarczyło.
Rzeczywistość była zupełnie inna.
Gdy po tygodniu znałem już wszystkie ogłoszenia na pamięć z różnych stron internetowych, a telefon wciąż milczał uznałem, że trzeba osobiście załatwić sprawę.
Nie wiem czemu, ale uparłem się na handel odzieżowy.
Po części był to błąd, gdyż nie oszukujmy się, jako pracownik sieciówki nie zarabia się kokosów.
Gdy przeszedłem prawie całe centrum handlowe (to było wczoraj), wszedłem do ostatniego sklepu w którym teoretycznie mógłbym zacząć działać.
Był to strzał w 10.
Jeszcze tego samego dnia odbyła się rozmowa kwalifikacyjna i dali mi dzień na zastanowienie się.
Przyznam szczerzę, że jeszcze dzisiaj z rana analizowałem dogłębnie sytuację.
Nawet dzwoniąc dzisiaj, z odpowiedzą, nie byłem pewien czy jest to dobry wybór.


Znając mnie, mój tok rozumowania, myślenia i ogólnie sposób bycia, pewnie tą pracę albo pokocham albo znienawidzę.
Ale ej, przecież będzie dodatkowe doświadczenie do CV, no nie ?
Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli ( a tak pewnie nie będzie) to będzie dobrze !

"Ogarnij się, zaciśnij pięści i daj radę!
 Nie ważne, że nie ma dla kogo-
 Ważne żeby opadły im kopary ! "

niedziela, 3 września 2017

Przerywam milczenie !

Witam was wszystkich bardzo serdecznie !
Jestem, żyje oddycham.
Po tak długim czasie, mojego marnego losu który ostatnio dał mi porządnie w kość.. Powracam.
Kiedyś fajnie zostałem sprostowany:
"This Bitch always come back"
i coś w tym jest.

Chciałbym powiedzieć, że w moim życiu znowu wszystko się pozmieniało ...
Ale to już chyba norma, więc to żadna zmiana.
Każdy dzień zaskakuje mnie czymś nowym i zaskakującym.
Każdy dzień to nowe emocje których wcześniej nie znałem..

ale...

Po takiej ilości postów, które obnażały moją duszę pora skończyć tą paplaninę.
Na jakiś czas wracam do pierwszej koncepcji bloga.
Ukazanie dążenia do marzeń oraz znalezienia metody w szaleństwie.

Czy planuje jakieś zmiany ?
Tak, i to diametralne ..
Ale wszystko w swoim czasie.

Bo w końcu "Nic nie jest wieczne na tym świecie, nawet nasze problemy ;) "



piątek, 18 sierpnia 2017

Dzisiaj kończę 20 lat .

Dzisiaj kończę 20 lat.
Równo o 18:00 wyszedłem na światło dzienne.
Minęło:
63115200 sekund
1051900 minut
175320 godzin
1043 tygodni
240 miesięcy
20 lat

Co roku, w dniu moich urodzin, robię sobie takie podsumowanie.
Co mi wyszło, co się nie udało, jak się zmieniłem.
Co roku się zaskakuję.
Robię rzeczy, których zawsze byłem przeciwnikiem: piję kawę, palę papierosy.
Dokonuję niespodziewanych wyborów.
Robię błędy.
Ale też tryumfuję.
Zwyciężam i przegrywam.
Codziennie zastanawiam się jaki to wszystko ma sens i codziennie dochodzę do wniosku, że go brak.

Przez ten czas zyskałem coś najcenniejszego jak i najboleśniejszego.
Pewną osobę(?), która była przy mnie zawsze.
Przez 14 lat.
Teraz jej nie ma, i pomimo czasu jaki już upłynął...
Dalej tęsknie.


Tęsknie też za wieloma innymi rzeczami.
Osoby, miejsca, chwile.
Trochę się tego uzbierało...

Zawsze myślałem, że dorosłość to coś fajnego.
Coś, czego nikt mi nie zabierze.
Odpowiedzialność za samego siebie, własne decyzje.
Czy to jest fajne ?

"W miejscach gdzie każą mi być dzieckiem, jestem dorosły.
Tam gdzie oczekują ode mnie dorosłości jestem dzieckiem"



Nigdy nie lubiłem urodzin.
Ludzie z którymi nawet nie rozmawiasz, wysyłają ci życzenia, bo Facebook im przypomniał.
Słowa które bardzo często padają, nie są szczere.
Imprezy które tego dnia towarzyszą, są tylko pretekstem do najebania się przez towarzystwo.
Nikogo, nie interesuje okazja, ważne aby był alkohol.

Wróciłem dzisiaj do domu nad ranem, po fajnie spędzonym czasie ze znajomymi.
Wypiliśmy wino, oglądaliśmy filmy, kabarety.
Pogadaliśmy szczerze na balkonie, trzęsąc się jak "galareta" z zimna ;)
To było fajne, szczere, nieudawane.

i tego właśnie sobie jak i wam życzę.
Szczerych ludzi wokół siebie, którzy są dla was.
A nie z wami

Dzisiaj kończę 20 lat.


Tak tak, to jest moje rodzeństwo.
Siostra, nie zabijaj, i tak tego nie usunę :*